Jak wiecie, bo trochę trąbiliśmy o tym naszym fanpage’u, wpadła nam w ręce antologia grozy od Wydawnictwa Horror Na Uboczu. Tytuł jest dość długi, ale wiele mówiący, czyli Konstelacja Grozy: Pielgrzymka Cieni. Pamięci Tadeusza Oszubskiego.
Antologia poświęcona jest pamięci TADEUSZA OSZUBSKIEGO – klasyka polskiej literatury grozy. Jeśli jeszcze nie znacie jego twórczości- koniecznie musicie nadrobić
Lista autorów jest imponującą: Aleksandra Knap, Małgorzata Lewandowska, Zeter Zelke, Andrzej Juliusz Sarwa, Jacek Pelczar, Jacek Rybiński, Jarosław Klonowski, Kamil Radoń, Kornel Mikołajczyk, Maciej Klimek, Mariusz Olejniczak, Norbert Góra, Przemysław Budziński, Wojciech Kulawski, Joanna Szmytkowska, Małgorzata Stawicka, Arkadiusz Siejda, Monika Jonak.
Mógłbym tu opisać i zrecenzować po kolei wszystkie opowiadania, ale pozbawiłbym was dużej części przyjemności poznawania ich samodzielnie i poczucia zaskoczenia- bo większość z utworów, z pewnością was zaskoczy. Dla przykładu więc skupimy się na kilku wybranych, na tyle aby zachęcić was do zapoznania się z całością.
A tak jest wyjątkowa. I tu, żeby tu wskazać o co mi chodzi, powiem, że zazwyczaj przy recenzowaniu antologii, odwołuje się do trochę wyświechtanego sformułowania klucza, że „zaletą jest różnorodność i każdy znajdzie coś dla siebie). Oczywiście mógłbym tak zacząć i o tej Konstelacji Grozy. Ale jednak zacznę trochę inaczej
Dawno nie czytałem tak spójnego, klimatycznego zbioru. Wielu autorów jest mi znanych, wielu było dla mnie nowych. Najlepsze jest to, że trudno tu wyróżnić opowiadanie najlepsze (lub nawet kilka najlepszych)- wszystkie są świetne, a całość charakteryzuje się naprawdę rewelacyjny doborem dzieł. Mimo, że każde jest oryginalne (nie znalazłem żadnego powtarzającego się motywu), to całość jest tak konsekwentnie i harmonijnie dobrana, że ma się wrażenie jednej ciągłej podróży przez wspólny mroczny świat.
I to jest główna zaleta tego zbioru. Pośród naprawdę różnych styli, indywidualnych pomysłów i różnorodnych fabuł i klimatów, udało się zachować jednolity nastrój, wyjątkowo dobrze oddający ducha twórczości Tadeusza Oszubskiego.
Dobre obrazuje to sam notka od autorska, która mówi:
„Groza, Drogi Czytelniku, to nie tylko piekielne zastępy, potworne mutanty czy krwawi mordercy z zaświatów. Groza jest obecna wszędzie tam, gdzie człowiek i jego podatny, wrażliwy umysł. Czai się w brudnych zaułkach znajomych ulic, w oczach z pozoru bliskich osób, w końcu w Twojej własnej duszy… czy jak tam wolisz ją nazywać.
Jest tam, gdzie boisz się zajrzeć. Pulsuje w arteriach rodzinnego miasta, kwitnie na żyznej glebie najgorętszych pasji i uczuć. Złość, chciwość, gniew, pożądanie? O tak! Nawet w miłości znajdzie się miejsce dla grozy.
Oszubski, nieważne, gotycki, kryminalny czy obyczajowy, wiedział o tym doskonale i potrafił tę grozę wydobyć na światło dzienne. Choć do bólu skromny i zdystansowany, to dzięki niemu ukształtowała się wrażliwość wielu współczesnych pisarzy grozy. I to dzięki niemu powstała niniejsza antologia.
Zanurz się więc w jej treść i odkryj mrok, o jakim nawet nie śniłeś!”
Wiadomo, że każdy o swoim dziele napisze jak najlepiej, ale wiecie co? Zgadzam się z tym w pełni, tzn. z tym, że w wielu różnych stylach składających się na ten zbiór (nawiedzone dworki, potwory, nadnaturalne śledztwa, duchy, klątwy) udało się uchwycić grozę tą najbliższą, czającą się obok, w taki sposób, że czujesz jej lodowaty oddech na karku. Uczucie takie towarzyszyło mi przez całą lekturę
A dla zachęcenia do zapoznania się z tą antologią, poniżej krótkie resume
Jednym z najlepszych opowiadań antologii są „Rozmowy przy herbacie” Jarosława Klonowskiego. Autor ma tak świetne pióro, że z pozornie nudna obyczajówka w jego wykonaniu staje się gęstym dramatem psychologicznym, gdzie coś od początku wisi w powietrzu i uderza we wstrząsającym, genialnym w swej prostocie finale.
Na uwagę zasługuje też „Odrobina szaleństwa” Kamila Radonia. Kamil doskonale potrafi oddać terror i grozę sytuacji, które zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać w rzeczywistości. Ten „rzeczywisty” (a więc najbardziej przerażający) rodzaj horroru zaserwowany został bardzo naturalnym językiem, potęgując doznania czytelnika. Można faktycznie poczuć się jakby przeżywało się to co bohater. Dreszcze gwarantowane. Tutaj groza jest najbardziej „ludzka”, wynikającą z zimnego, w jakimś sensie logicznego, okrucieństwa człowieka i systemu, który zbudował (stanowiącego dużą ranę w historii Polski), a pozornie nadnaturalny finał, ukazujący w absolutnie przerażający sposób jego skutki dla jednostki, uświadamia jak bardzo w obliczu zła totalnego, nic nie może przynieść ukojenia.
Wydaje się, że do gustu wielu odbiorcom może przypaść też opowiadanie Macieja Klimka „Polimerowy dom”. Czuć w nim miłość do horroru w wersji nazwijmy to „popkulturowej” czyli na zasadzie- lubimy to co już znamy. Autor ma doskonałe wyczucie środków. Wie co się sprawdza i zagra odpowiednio. I choć „Polimerowy dom” niczym nie zaskakuje, wielu czytelników po jego zakończeniu z pewnością pomyśli- Ej, dobre to było.
Wyjątkowo upiorna jest „Strzyga” Andrzeja Juliuszu Sarwy. Opisana w niej sytuacja sama w sobie jest absolutnie przerażająca. Natomiast ubranie jej w szaty demonicznego słowiańskiego folku, a ZWŁASZCZA zakończenie pozwalające przynajmniej na dwie (obie równie straszne interpretacje) jest czymś, co nie pozwala czytelnikowi długo zapomnieć o tym utworze.
A skoro już jesteśmy przy demonicznych wierzeniach to Kornel Mikołajczyk, dając nam „Homunculus Conversus”, dał nam jednocześnie jedno z najbardziej świeżych i przerażających spojrzeń na jeden z bardziej klasycznych strachów towarzyszących ludziom od zawsze. Jeśli czytelniku myślisz, że już wiesz wszystko po potworach żerujących na ludziach dla podtrzymania swojego żywota, to przygotuj się na to jak bardzo się mylisz. Ujawnienie tego, co ściga w tym opowiadaniu głównego bohatera, to jedna z najbardziej pokręconych wizji z pogranicza demonologii i body horroru.
I dalej podobnie-naprawdę wszystkie opowiadania są świetne. Klimat raz jest lodowaty (Odrobina szaleństwa), raz lepki i oślizgły („Gady nie umierają”), zawsze gęsty, mroczny i przytłaczający.
W ten doskonały klimat idealnie wpasowuje się poezja zawarta w antologii, również zapewniająca ten specyficzny dla Tadeusza Oszubskiego klimat, lodowatych dłoni grozy, które nagle ciężko legły ci na barkach
Jako osoby od niedawna próbująca sił w pisaniu, nie mogę nie docenić świetnej roboty korektorsko edytorsko wydawniczej całego zbioru. Że dobór dzieł jest świetny, napisałem już na początku, ale i reszta części wydawniczej stoi na bardzo wysokim poziomie. Każdy utwór ma bardzo klimatyczną okładkę-wszystkie w spójnym klimacie. Świetnym dodatkiem są świadectwa przyjaciół i współpracowników Tadeusza Oszubskiego.
Chapeau bas! 9/10

