Horrorowe podsumowanie roku 2022- DLA DOBREGO HORRORU, STANISŁAW GERLE.

 

Elo horrorowe ziomy. Mamy już rok 2023 przecież, więc wiemy, że oczekujecie jakiegoś podsumowania. Powiedzieliśmy już co nieco o komiksach u Sylwka na kanale (przewinęło się parę horrorów) i pewnie ponawijamy coś za jakiś czas na podcaście na  na naszym kanale. A tymczasem mamy dla Was rewelacyjny, przekrojowy tekst od naszego zioma korespondenta zagranicznego Stanisława Hideto Gerle, który w zasadzie wyczerpuje wszystko, co my moglibyśmy powiedzieć o tym, co wartego uwagi działo się w horrorowej kinematografii w 2022 r., a nawet więcej.

Enjoy!

Horrorów 20 (plus jeden), czyli podsumowanie gatunkowe roku 2022.

Należę do ludzi, którzy uważają, że żyjemy w czasach renesansu gatunku. Horror nigdy nie miał się lepiej, zarówno ten autorski, jak i gatunkowy. Nie zwykłem, robić rzeczy na odwal, toteż tutaj lista się stopniowo zmniejszała do momentu, gdzie nie byłem w stanie nic już wyrzucić. Całościowo to lista 21 moim zdaniem najfajniejszych (niekoniecznie tych stanowczo najlepszych) horrorów jakie nam było ujrzeć w 2022 roku. Muszę tutaj nadmienić, że część filmów na tej liście miała swoją premierę w 2021 roku, ale nie było możliwości ich obejrzenia przed 2022 – patrzę na was, azjatyckie produkcje. Po kilku latach raczej nędzy i rozpaczy azjatycki horror w końcu staje znów na nogach, nie mam tu na myśli oczywiście genialnego koreańskiego kina, ale ono zdominowane było i jest przez mroczne thrillery i psychologiczne mózgojeby.
Żyjemy w świetnych czasach dla horroru, kino autorskie staje się coraz bardziej popularne, twórcy dostają coraz więcej wolności artystycznej, a wielkie studia coraz chętniej stawiają na horrory, nie jest to moje dobre słowo, a zwyczajnie fakt, filmy takie jak The Black Phone czy Smile jeszcze kilka lat temu nie miałyby szans w kinach. A oba okazały się nie tylko potężnymi sukcesami komercyjnymi, ale również zyskały uznania krytyków, ale z tej listy ostatecznie jednak musiały odpaść, bo tekst mógłby się okazać za długim i zbyt męczącym. Chociaż znając siebie i tak będzie za długi i zbyt męczący. Ale skoro dotarliście, drodzy czytelnicy, aż do koniec tego wstępu to chciałbym was zaprosić do poświęcenia jeszcze kilku minut życia. Tekst podzieliłem na kilka części jak w przypadku artykułu o kinie giallo sprzed kilku lat dla łatwiejszej nawigacji.

 

I

Kino azjatyckie

Jestem biased, więc azjatyckie kino idzie na pierwszy ogień, bo też w tym roku wyjątkowo obficie się rynek obłowił w dobre rzeczy. Nie będę ukrywał – z radością pisałem ten blok. Od wielu lat azjatyckie produkcje nie dominowały moich list (z wyjątkiem kina koreańskiego oczywiście), więc ogromną przyjemnością było w końcu zmienić ten trend.

 

THE OTHER CHILD, Korea Południowa, reż. Kim Jin-young
Nie jest to film oryginalny pod żadnym względem, ot dziwne adoptowane dziecko przyjeżdża do nowej rodziny, zaczynają się dziać równe dziwy i strachy, kto jest za to odpowiedzialny? W zasadzie to jest gatunkowe the best of, ale to wyróżnia ten film na tle innych jest przede wszystkim wybitne dziecięce aktorstwo i nieustępliwy, zimny niczym syberyjska tundra klimat. To z pewnością pięknie nakręcony straszak, trochę przewidywalny, ale z całą pewnością warty uwagi.

NEW RELIGION, Japonia, reż. Keishi Kondo
Hipnotyczny i przerażający, jeden z najlepszych horrorów roku. Do tego debiut reżyserski. Zrealizowany za garść kamieni i dobrych chęci horror jest najlepszym przykładem, że dla chcącego nic trudnego. To genialnie nakręcone przerażające studium człowieczeństwa, traumy i radzeniu sobie ze stratą. Opowiada on matce, która po śmierci córki pracuje jako prostytutka. Jeden z jej klientów chce zrobić zdjęcie jej kręgosłupa, a podczas kolejnych spotkań stopniowo fotografuje ją całą. Z każdym nowym zdjęciem odczuwa, że duch jej córki znajduje się coraz bliżej. To mroczny i wyjątkowo smutny horror, któremu momentami bliżej klimatem do Labiryntu Fauna niźli typowego horroru. Ale pozostaje jednym z najbardziej poruszających horrorów roku.

PROJECT WOLF HUNTING, Korea Południowa, reż. Kim Hong-Sun
Kolejny koreański film na liście, do tego to mieszanka wysokooktanowego kina akcji i ekstremalnego horroru na sterydach. I przy okazji jeden z fajniejszych filmów roku. Film o statku pełnym więźniów, który płynie z Filipin do Korei, gdzie owi więźniowie mają być osądzeni. Strażnicy nie wiedzą jednak, że planują oni wielką ucieczkę. Jednak statek skrywa kilka dodatkowych tajemnic, o których nie wie nikt, a które spowodują, że ten obraz zamieni się w pierwszorzędny gorefest. Wystarczy wspomnieć, że twórcy sięgają po japońskie eksperymenty na ludziach podczas II Wojny Światowej. To pełen przemocy genialny film rozrywkowy, gdzie nikt nie jest bezpieczny, więc radzę się nie przywiązywać do bohaterów. Chociaż większość z nich to szumowiny najgorszego rodzaju. Jest to świetnie nakręcony, zagrany i brzmiący film, totalna gratka dla fanów przemocy. To też najświeższy film na mojej liście, obejrzałem go ledwie wczoraj, dzień po podesłaniu trailera chłopakom z Dobrego Horroru.

INCARNATION, Tajwan, reż. Kevin Ko
Raczej zaskoczenie, po pierwsze dlatego, że nie lubię zbytnio kina found-footage, a po drugie dlatego, że ten film ma wszystko, żeby być kolejnym masowym produkcyjniakiem Netflixa. Na szczęście okazuje się, że tak nie jest. Na popularnym serwisie streamingowym znajdziecie ten film pod tytułem Powrót Klątwy. Wbrew tytułowi to nie jest sequel. Ten rzekomo oparty na prawdziwych wydarzeniach horror opowiada o pewnej kobiecie, która złamała tabu pewnego kultu religijnego i po latach przyjdzie jej za to słono zapłacić. Ot podstawa wielu filmów z szacownej serii Asian Terror. Film ten utylizuje wiele popularnych motywów, ale robi to świeżo, a użycie found-footage działa tutaj na plus. Na dokładkę potrafi autentycznie przerazić tu i ówdzie.

THE FIFTH THORACIC VERBETA, Korea Południowa, reż. Park Sye-young
To kino artystyczne i dziwne na pełnej. Arthouse bez hamulców, oniryczny i kwasowy. Film raczej nietypowy, gatunkowy miszmasz, który na dokładkę działa jak LSD. Niestety tutaj należy podchodzić do filmu nie wiedząc o nim nic, więc odpuszczę sobie opis fabularny, a skupię na samym filmie. To festiwal dziwactw, nakręcony z takim wyczuciem i polotem, że momentami zapiera dech w piersi. Doskonałe zdjęcia, duszny klimat i spora dawka ekstrawagancji stawiają ten film na szczycie najbardziej pokręconych filmów roku. Do tego symbolizm całości momentami potrafi poddusić. Nie jest to film ani łatwy, ani przyjemny, ale za to jest filmem, który każdy fan kina artystycznego powinien zobaczyć. Szczególnie, że jest to przy okazji pierwszorzędny horror.

THE SADNESS, Tajwan, reż. Rob Jabbaz
O tym filmie w branży napisano już prawie wszystko. Celny komiczny społeczny komentarz wymieszany z jednym z najbardziej ekstremalnych zombie horrorów w dziejach. Genialne efekty specjalne, tona czarnego humoru i morze posoki są głównymi składnikami sukcesu tego filmu. Owszem, momentami się wywraca o własne nogi próbując być czymś więcej, ale to i tak nie przeszkadza mu być filmem pozbawionym jakichkolwiek hamulców. Przecudownie brutalny festiwal ekstremalnej przemocy doprowadzony do rangi sztuki. Oto po roku pandemii pewien wirus mutuje i zamienia ludzi w krwiożercze potwory czyniąc z nich chodzące maszyny do zabijania na wszelkie wymyślne sposoby. Ilość przemocy w tym filmie przekracza wszelkie normy, do momentu, gdzie groteska zaczyna być pozytywem samym w sobie, ale znieczula widza, który nie odpadł po pierwszych pół godzinach seansu. Film dla miłośników ekstremy totalnej. To film z 2021 roku, ale do szerokiej dystrybucji wszedł dopiero w 2022. Jedna z moich ulubionych polecajek dla chłopaków z Dobrego Horroru.

RABID, Filipiny, reż. Erik Matti
To dziwny film, zbiór 4 krótkich filmów dziejących w trakcie pandemii. Wszystkie się skupiają na motywie „home invasion” lub są socjologiczno-politycznym komentarzem tamtejszej pandemii i jak sobie państwo z nią radziło. Niestety też przynajmniej jeden z 4 segmentów jest słabiutki, a całość może troszeczkę pozostawiać do życzenia. Dlaczego więc tutaj się ten film znalazł? Przede wszystkim dlatego, że jeżeli chodzi o terroryzowanie widza ten film stanowczo znajduje się w czołówce filmów roku, do tego sama jakość wykonania i przede wszystkim aktorstwa to oddzielna kategoria sama w sobie. Do tego genialny soundtrack tylko podbija ten film w rankingu. Można wybaczyć jeden nieudany eksperyment i skupić się na walorach estetycznych całości bez większych problemów. Bo jest to mimo wszystko świetny wgląd w strachy współczesnej azjatyckiej widowni, ale też i społeczeństwa jako całości.

 

II

Kino europejskie

Stanowczo jakościowo najlepsze, najbardziej wolne twórczo i jakościowo. Trochę mniej w tym roku, ale to może być ze względu na to, że duża część tych horrorów wypadła podczas zmniejszania listy. Kino europejskie jednak charakteryzuje się inną wrażliwością i jest zazwyczaj o wiele bardziej stonowane, więc niestety nie obyło się bez większych cięć, inaczej tylko ta kategoria miałaby 20 tytułów, a ten tekst i tak już zbliża się do granicy 2000 słów.

 

THE INNOCENTS, Norwegia, Finlandia, Dania, Szwecja, Francja, Wielka Brytania, reż.Eskil Vogt
Prawdziwie europejski film. I do tego jeden z najbardziej nieprzyjemnych filmów roku. Czwórka dzieci odkrywa, że są obdarzeni nadprzyrodzonymi mocami. I tutaj by można było zakończyć jakiekolwiek opisy, gdyby nie to, że wcale ich nie będą używać w pozytywnych celach, albo raczej nie od razu. Ten film jest swoistym twistem na kino o super ludziach, ale o wiele bardziej subtelny niż łopatologiczny, ale nawet niezły Brightburn. To film przede wszystkim psychologiczny, mroźny, choć dziejący się w środku słonecznego lata. Genialnie zagrany, cholernie niewygodny, a niektóre sceny przyprawiają o mrowienie nie tam, gdzie byśmy chcieli. Wszyscy lubimy filmy o psychopatycznych dzieciach, ale nie jestem pewien czy aż tak dosadnie przedstawiona tematyka była dobrym pomysłem. I jak na dwugodzinny metraż całość jest wyraźnie odczuwana, szczególnie w spokojniejszych momentach. Ale to dzieło aktorskiego maksymalizmu i totalnego oddania rolom. I przede wszystkim dla dzieci warto go zobaczyć. Film niezwykły, trudny, lecz nie wpadający w banał.

YOU WON’T BE ALONE, Serbia, Australia, Wielka Brytania, reż. Goran Stolevski
Film w języku macedońskim, liryczna i mroczna baśń, do tego z wręcz niewolniczym przywiązaniem do historycznych detali. Co jedni uważają za plus, a inni za minus. To kino całkowicie autorskie i całkowicie oddane wizji autora. Rozpoczyna się niczym baśń o złej czarownicy, która upatruje sobie noworodka i przychodzi po odbiór, gdy kończy 16 lat. Disney, nieprawdaż? Otóż nie, nasza bohaterka, Nevena, zostaje przemieniona w nieśmiertelną czarownicę i później dosłownie przywdziewa skóry kolejnych kobiet w trakcie filmu. Głównym punktem różniącym ten film od większości horrorów w tym roku jest to, że bliżej mu do historycznej powieści obyczajowej. Ale bywa ekstremalnie brutalny, gore i przemoc jest naturalistyczna i może sprawić sporo problemów niedzielnemu widzowi, podobnie jak i jest bardzo, ale to bardzo powolna narracja. To przede wszystkim egzystencjonalny, bardzo momentami wzruszający dramat, a dopiero potem brutalna horrorowa baśń, ale wciąż pozostaje jednym z najpiękniejszych filmów roku. I jednym z tych bardziej obrzydliwych.

SHEPHERD, Wielka Brytania, reż. Russell Owen
Technicznie film z 2021 roku, ale dostępny był dopiero od tego. Jeden z najbardziej przytłaczających filmów roku. Po śmierci niewiernej żony Eric przyjmuje posadę pasterza na jednej z bezludnych wysp na dalekiej północy gór Szkocji. Za towarzysza ma jedynie wiernego psa i owce, którymi ma się opiekować. To w zasadzie tyle, tam też będzie musiał się zmierzyć nie tylko z żałobą, ale też własnymi demonami, które wcale nie muszą być efektami jego wyobraźni. To cholernie smutny i bardzo, bardzo ciężki w odbiorze film. Mroczny psychologiczny dramat wymieszany z równie mrocznym egzystencjonalnym horrorem, który najzwyczajniej na świecie dołuje. Film jest mi osobiście znacznie bliższy ze względu na to, że mam przyjemność mieszkania w tej majestatycznej części świata, daleka północ Szkocji jest równie piękna, co bezlitosna. To film w zasadzie jednego aktora, który całość unosi bez większych problemów, przepiękna sceneria i minimalistyczny soundtrack tylko wzmaga wrażenie totalnej izolacji. Będąc artystycznym filmem nie zatraca w tym serca i przekazu, chociaż muszę przyznać, że to wyjątkowo przygnębiający i dołujący film. Slow Cinema w najlepszej formie.

SHE WILL, Wielka Brytania, reż. Charlotte Colbert
Jeszcze jeden mroczny thriller dziejący się na północy Szkocji. Ten film jest wyjątkowy, bo nie jest stricte horrorem, a używa jego elementów do budowania ciężkiej i nieprzeniknionej atmosfery filmu. Veronika po przejściu podwójnej mastektomii wyjeżdża wraz ze soją pielęgniarką na odludzia północnej Szkocji by wypocząć. Ta wizyta spowoduje, że zacznie sięgać w głąb siebie bardziej niż by tego chciała, a jej sny staną się dosłownie miejscem na zemstę. Jak wspomniałem powyżej, to nie jest do końca horror, ale gatunkowo zamyka większość produkcji tego roku w przedbiegach, więc oceny tego filmu są dla mnie skandaliczne. Film mroczniejszy niż najmroczniejsze zakamarki piekła, ale też potężny feministyczny traktat o sile kobiet. Do tego cholernie przejmujący i wrażliwy portret walki z chorobą. Do tego ten film jest OBOWIĄZKOWYM seansem dla fanów równie zjawiskowej, co demonicznej Alice Krige. Na plus również świetna warstwa audiowizualna i dawno niewidziany Malcolm McDowell.

HATCHING, Finlandia, Szwecja reż. Hanna Bergholm
Mieszanka potężnie pokręconego body horror z baśnią i dramatem rodzinnym. Oto 12 letnia Trinja musi dogodzić swojej wręcz psychopatycznie idealnej matce w prowadzeniu jej bloga o życiu typowej fińskiej rodziny. Wystarczy dodać, że mamusia jest byłą utytułowaną łyżwiarką i zmusza córkę do podobnych osiągnięć na polu gimnastyki, ta oczywiście czując jej presję stara się jej dorównać jej manipulacyjnym oczekiwaniom. I to wszystko zburzy pewne jajo. Z początku malutkie po niedługim czasie osiąga niepokojąco wielkie rozmiary, a Trinja się nim opiekuje. To film pełen dosyć dosłownej symboliki, skupiający się na właśnie wkraczającą w okres dojrzewania dziewczynce. O ile czasem sama symbolika może się wydawać odrobinę zbyt oczywista to wynagradza stroną wizualną i samym horrorem. A debiutująca reżyserka bierze się za ten horror od najcięższej wagi, film jest zwyczajnie momentami obleśny. To body horror próby najwyższej, bez udziwnień, naturalistyczny i przede wszystkim szczery. Plus świetna animatronika maszkary, tak, są praktyczne efekty specjalne. Jak na początku wspomniałem, jest to także bardzo baśniowy u podstaw film, Trinja będzie chciała się zaprzyjaźnić z potworem, ale jak wiemy, nie zawsze jest to możliwe. To też dosyć dosadny psychologiczny dramat koniec końców, do tego mimo całości to bardzo ponury film, ale pełen smoliście czarnej ironii. Jeden z moich ulubionych filmów w tym roku. I stanowczo jedno z moich ulubionych zaskoczeń.

YOU ARE NOT MY MOTHER, Irlandia, reż. Kate Dolan
Czarny koń tegorocznej listy. Ten irlandzki psychologiczny horror jest jednym z tych filmów, które nie biorą jeńców i od początku do końca przykuwa do ekranu swoim gęstym i niepokojącym klimatem. Matka Char znika w niewyjaśnionych okolicznościach, po jej powrocie jej córka postanawia rozwiązać zagadkę jej tajemniczego zniknięcia. Odkryje przy tym mroczne sekrety i tajemnice dręczące jej rodzinę. To bardzo podstawowy zbiór pomysłów, ale jednocześnie odegrany na tyle świeżo i nieoczekiwanie, że powiewa wręcz świeżością. Do tego usytuowanie akcji w północnym Dublinie nadaje smaczku. Nie jest to film przerażający, ale to nie jest żaden minus, bo to paskudnie nieprzyjemny w odbiorze mózgojeb. Fatalistyczny nastrój udziela się widzom wyraźnie, a rozwiązanie w finale wcale nie przynosi katharsis, a wręcz na obrót. To historia o trudnej relacji matki i córki, podlana ciężkimi oparami problemów psychicznych i myleniem tropów co kilkanaście minut. Stanowczo jeden z bardziej bolesnych emocjonalnie filmów na tej liście, do tego śmiertelnie poważny. Bardzo lubię takie filmy, które swoją niejednoznacznością wyraźnie igrają z oczekiwaniami widza, a już tym bardziej dla widza takiego jak ja – takiego, który nie oczekiwał niczego od tego filmu. Mroczny, duszny i fatalistyczny w odbiorze psychologiczny horror, który odważnie i realnie oddaje realia choroby psychicznej.

 

III

Kino amerykańskie

To ostatnia kategoria, również zawierająca najwięcej filmów, niestety wszystkie australijskie produkcje wypadły z finałowej listy podczas czyszczenia, czy słusznie? Nie wiem, bo mimo wszystko współczesny stan amerykańskiego horroru jest lepszy niż kiedykolwiek. Duża w tym zasługa studia A24 i coraz prężniej działającego serwisu SHUDDER i jego jakościowych produkcji oryginalnych, którego też produkcje zdominowały tą kategorię.

 

HELLBENDER, USA, reż. John i Zelda Adams, Toby Poser
Wyjątkowo mroczna teen drama, przy okazji jeden z najlepszych i najbardziej horrorowych horrorów roku. Z pewnością też najbardziej metalowy z filmów na tej liście, duch ciężkiego grania pozostaje z rodziną Adamsów silny. Co ciekawe, bo tematycznie (poza muzyką) zupełnie nie w moich klimatach. Nastoletnia Izzy żyje z matką na odludziu i stroni od ludzi, gdyż matka przekonuje ją, że ma rzadką immunologiczną chorobę. Spotkania z innymi ludźmi grożą tragicznymi w skutkach konsekwencjami. Mimo to Izzy zaprzyjaźnia się z nastolatką z miasta i przy okazji odkrywa mroczny sekret jej rodziny. Ot teen drama wymieszana z okultystycznym horrorem i muzyką rockową, jak to rodzinka Adamsów nas przyzwyczaiła. Musze też przyznać, że obecność tego filmu na tej liście jest dla mnie sporym zaskoczeniem, bo żadna wcześniejsza produkcja tej familii na mnie większego wrażenia nie zrobiła. A biorąc pod uwagę, że jest to w zasadzie rozwinięcie teledysku ich zespołu tym bardziej nie podchodziłem do tego filmu ochoczo, na szczęście bardzo pozytywnie zostałem zaskoczony. Pełen serca, muzyki i prześwietnego aktorstwa wielowarstwowy horror dostarczył mi świetnej rozrywki aż po szalony finał. I wbrew wszystkiemu nie ma w tym filmie satyry, a nawet lżejsze momenty nie służą jako comic reliefy, bo to w gruncie rzeczy dosyć poważne i ponure filmisko. Dla miłośników mocniejszej muzyki i pokręconych pomysłów rodziny Adams, tylko o kilka poziomów wyżej niż dotychczas. Czekam aż wpadną do mainstreamu, należy im się.

PEARL, USA, reż. Ti West
Ti Westa najlepsze dzieło. Zastanawiałem się, czy wybrać ten film, czy X, którego ten film jest prequelem. Oba filmy uważam za niemalże wybitne, przy czym opisywany tutaj film skupia się w zasadzie wyłącznie na postaci granej przez przecudowną Mię Goth. Co znacząco się przyczyniło do obecności tego filmu na tej liście. Choć Mia Goth gra główne postaci w obu filmach to są to dwie, a w sumie 3 różne postaci. Bo ten film opowiada o młodości psychopatycznej babki z pierwszej części, Pearl właśnie. Warto dodać, że aktorka jest także współautorką scenariusza. Pearl poznajemy w 1918 roku, gdzie opiekuje się swoim chorym ojcem będąc kontrolowaną przez swoją pobożną matkę. Młoda dziewczyna marzy o wydostaniu się z farmy jej rodziców i zostaniu gwiazdą, bo jak sama mówi „Jestem Gwiazdą”. I ja jej wierzę. To jeden z najładniej nakręconych filmów roku, czerpiący garściami z klasyków złotej ery Hollywood, ale również, podobnie jak poprzedni film, będący hołdem dla gatunku. Choć tonacyjnie wydaje się lżejszy, to jest wręcz na obrót – to bardzo smutny film. Mia Goth zasługuje na wszystkie nagrody świata za swoją rozrywającą serce rolę, a jej 8 (!!!!) minutowy, potężny monolog zapisze się kiedyś na stałe do najwybitniejszych monologów w historii kina. Genialnie poprowadzony i zagrany psychologiczny horror w najlepszym stylu. To pokręcony, makabryczny i rozdzierający seans, więc nie mogę się doczekać na tegoroczne domknięcie trylogii pod postacią MaXXXime, będącym sequelem pierwszego filmu. Wierzę w Ti Westa mocniej niż kiedykolwiek. Żyjemy w pięknych czasach.
Od autora: celowo nie spojleruje pierwszego filmu dla tych, którzy by chcieli sobie zobaczyć oba te filmy. Ten, będąc prequelem należy zobaczyć jako drugi.

DEADSTREAM, USA, reż. Vanessa i Joseph Winter
Prywatnie jedno z zaskoczeń roku, bo po pierwsze – moje znienawidzone found-footage (a raczej stream na żyw0), a po drugie – ten film wyszedł znikąd. Owszem, jak wspomniałem SHUDDER przyzwyczaja pomału do jakościowej konsystencji, to zawsze ja wolę się zabezpieczyć przed ewentualnym zawodem. To z pewnością też najlżejszy i najbardziej zabawny ze wszystkich filmów na tej liście. Smoliście czarna komedia o zdyskredytowanym streamerze, który postanowił spędzić samotnie noc w nawiedzonym domu i to wszystko na żywo dokumentować. No co może pójść nie tak? To wspomagany absurdalnym humorem świetnie napisany i zagrany horror pełen wymyślnych praktycznych efektów specjalnych potęgujących doznania. Druga połowa mimo spotęgowania i zagęszczenia klimatu wciąż pozostając pierwszorzędnym horrorem nie zapomina o byciu komedią. Ubawiłem się na tym filmie jak dzika świnia, a banan nie schodził mi z twarzy do samego końca, nawet pomimo lekko rozjechanego zakończenia. Z pewnością to jeden z moich ulubionych filmów roku, a z pewnością jeden z najmilej wspominanych. Idealna rozrywka dla kumpli przy kracie browarów, ale też całkiem inteligentny film pozwalający na wyluzowanie się po ciężkim dniu.

WHAT JOSIAH SAW, USA, reż. Vincent Grashaw
Prawdopodobnie jeden z najmroczniejszych filmów roku, ultra powolny i momentami tak ekstremalny, że aż ciężko go oglądać. Film wdziera się w głowy i nie odpuszcza na długo po seansie. Chociaż z tego co wiem, to chłopakom nie podszedł. Historia rodziny, która po dwóch dekadach powraca na farmę by sprzedać ziemię, z którą nie łączy ich nic, poza cierpieniem. Na farmie żyje już tylko niepełnosprawny intelektualnie Thomas z psychopatycznym ojcem, tytułowym Jozjaszem. Jego drugi syn tonie w długach, a córka za fasadą idealnego życia ukrywa walące się zdrowie psychiczne i koszmary. Gdy rodzina się spotka po latach wszystkie niezaleczone traumy, sieci kłamstw i sekretów zaczną wychodzić na jaw. W tym filmie nie ma żadnych jumpscare’ów, nie ma nawiedzonych domów czy typowych składowych horroru. Jest za do ekstremalnie gęsty klimat, który można kroić nożem i nakładać na talerz. Robert Patrick w roli patrona rodziny jest wybitny i przerażający. To film przerażający realizmem do szpiku kości i najdumniejszy przedstawiciel folkowego horroru w 2022 roku. Z paskudną galerią głównych bohaterów i genialną stroną wizualną pozostaje jednym z moich faworytów roku, nawet pomimo tego, że zakończenie było dosyć przewidywalne. Bo droga do niego to istna droga przez ciernie. I wspaniale było znów zobaczyć Roberta Patricka, szczególnie w takiej formie. Genialny film.

MAD GOD, USA, reż Phil Tippett
Ten film to arcydzieło, postawmy sprawę jasno, to magnum opus Phila Tippetta, monumentalna, powstająca 30 lat produkcja. Genialna w każdej klatce i sekundzie tego kukiełkowego arcydzieła. Najlepszy kukiełkowy film dekady obok Pinokia Giullermo Del Toro. Immersyjne doświadczenie, maksymalna forma przekazu osiągnięta, niesamowicie wygląda, brzmi i dostarcza. Do tego bywa autentycznie obrzydliwy. Szaleńcza wizja autora doprowadzona do maksimum. Trzeba pamiętać, że ten facet zanimował wszystko od RoboCopa po Park Jurajski. Jest mistrzem w swoim fachu. Nad tym dziełem pracował pół życia, jedni mówią, że to przerost formy nad treścią, inni, że nudny, a nawet zbyt monumentalny. Otóż nie. Ta historia o zabójcy przemierzającym najdalsze otchłanie piekła to dzieło kompletne, najwyższe osiągnięcie sztuki filmowej i stuprocentowa wizja niepoddająca się żadnym, nawet najmniejszym odstępstwom od założenia. Twór szaleńca, który osiągnął wszystko, co mógł. Monumentalny obraz, męczący, brudny i mocno niezrozumiany. Sztuka podniesiona do rangi obcowania z czymś wyższym, przeklętym, ale doskonałym. Trochę tutaj wywyższam ten film, bo nie ma się co oszukiwać, fabuła jest tylko pretekstem do ukazania co raz to bardziej odjechanych i pokręconych pomysłów autora. I dokładnie tym pozostaje. Od pierwszych klatek po te ostatnie.

GLORIOUS, USA, reż. Rebekah McKendry
Tutaj full stop. Ten film jest jednym z najdziwniejszych i najbardziej powalonych tworów jakie widziałem w 2022 roku. Rykłem na tym filmie niesamowicie kilka razy budzą wszystkich wokoło. Otóż jest sobie Wes, który po nienajlepszym rozstaniu wyrusza w podróż do domu. Po drodze zatrzymuje się na przydrożnym parkingu i postanawia spędzić tam noc zapijając smutki. Niestety następnego ranka idzie to toalety, z której mu tak łatwo już nie będzie wyjść. Z glory hole (ufam, że nie muszę wyjaśniać) głosem J.K. Simmonsa, tak TEGO J.K. Simmonsa komunikuje się z nim przedwieczny byt, bóstwo oczekując od niego przysługi w zamian za ocalenie świata. Czy jakoś tak. Ten film swoim absurdalnym punktem wyjścia w zasadzie pozamiatał, a namówienie do wystąpienia w tym filmie, nawet jeśli tylko głosem, J.K. Simmonsa zasługuje na osobną nagrodę. Całość to mieszanka lovecraftowskiego kosmicznego horroru, pastiszu, czarnej komedii i thrillera o zamkniętym pomieszczeniu bez ucieczki. W tym przypadku zapyziałego kibla na jakimś totalnym zadupiu. Nie wiem dokładnie skąd się ten film wziął, ale zaskoczył mnie i zbił z tropu. Ma kilka genialnych pomysłów, jest dobrze zagrany i ma kilka równie potężnych żartów. I jego stawka jest potężniejsza niż się wam wydaje. Na plus również zakończenie.

RESURRECTION, USA, reż. Andrew Semans
Przykład idealnego psychologicznego horroru. Z genialnym Timem Rothem i równie świetną Rebeccą Hall. To kino intensywne i trzymające na krawędzi fotela. Margaret, samotna matka wychowująca swoją 17-letnią córkę, która po latach zmagania się z traumą jakiej doświadczyła przed dwudziestu laty z rąk swojego chłopaka Davida, w końcu stanęła na nogi. Niestety podczas jednej z konferencji David powraca, a wraz z nim wspomnienia przemocy i tortur jakich doświadczyła. Ta produkcja cechuje się przede wszystkim świetnie napisanymi postaciami i genialnym finałem. Roth w roli niebezpiecznego Davida jest genialny, Hall dostarcza rolę życia jako udręczona matka i kobieta po przejściach. Klasyfikując ten film najprościej byłoby go wrzucić do pudełka z thrillerami, gdyby nie jego oniryczny klimat i mocne gatunkowe przebicia. Wspaniale napisany i zagrany psychologiczny horror o traumie, zemście i ucieczce. Do tego tak realistyczny, że aż niewygodny, niesamowicie niewygodny i niepokojący.

HOUSE OF DARKNESS, USA, reż. Neil LaBute
Na koniec pozostawiłem sobie ten najbardziej zjechany przez krytyków horror, zupełnie niesłusznie moim zdaniem. To mroczny i bardzo cierpki komediowy horror, mocno osadzony na dialogach i budowaniu gęstego klimatu niźli samego straszenia, więc niektórych mógł wynudzić. Ale to wcale nie jest zły film. Hap proponuje nowo poznanej w lokalnym przybytku Minie podwózkę do domu, bo liczy na to, że w końcu się uśmiechnęło do niego szczęście. Jej domem okazuje się potężne gotyckie zamczysko gdzieś na odludziu, ale ku jego radości Mina zaprasza go do środka. Niestety jak się okazuje, to nie on tutaj będzie grał. Wyraźnie wampiryczny, czerpiący z twórczości Brama Stockera klimat i (uwaga, uwaga) postaci. Humor jest w punkt, tak, momentami się dłuży, ale finał dowozi idealnie, nawet jeśli w połowie stał się przewidywalny. Plus zarówno Justin Long jak i Kate Bosworths są prześwietni w tym miszmaszu gatunków i wyraźnie się świetnie ze sobą bawią. Co ciekawe tego samego dnia miał premierę inny horror z tą dwójką – Barbarian, który właśnie kosztem tego filmu wypadł z końcowej listy. Osobiście się na nim świetnie bawiłem i mimo pewnej schematyczności to wciąż kawał świetnego kina.

 

IV

Honorowa lista

To kilka filmów, które wypadły z tej listy, ale zasługują by na niej być równie mocno, co powyższe filmy. Część z nich zostawiłem poza nią ze względu na to, że są zwyczajnie bardzo znane i nie ma sensu ich polecać, bo każdy zainteresowany je już widział, część dlatego, że zwyczajnie nie mieściły się w założonym maksimum. Oto kilka z tych filmów:

SISSY

BARBARIAN

ORPHAN: FIRST KILL

SMILE

CRIMES OF THE FUTURE

SPEAK NO EVIL

BODIES BODIES BODIES

THE BLACK PHONE

MEN

WATCHER

MOLOCH

Tym, którzy dotrwali do końca – dziękuję.
Pisanie tego tekstu sprawiło mi dużo radości, bo miałem okazję powrócić do kilku z ulubionych filmów roku. A pisarski obowiązek nie pozwalał mi ograniczyć pisarskiego bakcyla, więc ten i tak sporych rozmiarów tekst rozrósł się do jeszcze większego molocha. To był kawał frajdy. Chłopakom z Dobrego Horroru podziękowania za udostępnienie swojego szacownego bloga po raz kolejny mojej skromnej osobie, mam nadzieję, że wrócę już niedługo z nowymi tekstami. Przy pisaniu tego artykułu wspomagał mnie nieprzerwanie Kevin Penkin i jego soundtrack do 2 sezonu Made in Abyss, swoją drogą jednego z najbardziej przerażających seriali anime XXI wieku.

DLA DOBREGO HORRORU,
STANISŁAW GERLE.

 

 

 

 

Podobało Ci się?

1 0

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Utracone hasło

Podaj swój adres e-mail. Po zatwierdzeniu formularza wyślemy do Ciebie wiadomości z linkiem, który umożliwi Ci utworzenie nowego hasła.