RecenzjeInne

Czarnobyl

Czarnobyl

– czyli horror rozpisany na 5 części –

 

WSTĘP

O tym serialu zostało już napisane wszystko, co można było napisać na świeżo. Teraz staję ja, nie mam zamiaru pisać recenzji, ani tym bardziej bzdur o tym, jak wybitne to dzieło jest. Bo bez dwóch zdań jest. Skupię się na jego fizyczności, jego przesłaniu, jego tematyce i tym, jak wpływa na nas – widzów. Skupię się na horrorze, który jest bardziej przerażający, niż jakikolwiek inny, bo jest namacalnie prawdziwy.

I.

Twórcy Czarnobyla postawili sobie na celu jak najwierniejsze przedstawienie świata i wydarzeń, ale nie w formie dokumentu, ale serialu fabularnego, co samo za sobą niesie pewne uproszczenia w formie, bo mimo wszystko był tworzony z myślą o zachodnim widzu. Ale nie kpi sobie z inteligencji widza, nawet przez chwilę nie próbuje. To najcięższa waga ciężka i nie ma w swojej kategorii nikogo, kto by stanął mu naprzeciw i wygrał. Nie mam zamiaru tutaj streszczać historii, bo każdy z nas ją zna i nie ma sensu strzępić ryja, mieliśmy przejebane 33 lata temu i cudem się udało, żeby nie było gorzej.
Fizyczność całego działa wciąż odbiera mi mowę, każdy kadr, każdą sekundę projekcji czujemy głęboko, u trzewi, tam, gdzie byśmy nie podejrzewali, że można cokolwiek jeszcze czuć. Najbardziej odporni widzowie będą mieć problem by pozostać niewzruszonym i obojętnym. Ładunek emocjonalny, jaki otrzymujemy jest znacznie większy niż ustawa przewidziała. Wspomniałem, że 33 lata temu mieliśmy w Europie przejebane? No cóż, teraz możemy trochę tego przejebania odczuć na własnej skórze, gdy nieświadomie na ciele pojawiają się oznaki przerażenia, smutku, czy szoku. Ciarki podczas tych niecałych 6 godzin seansu są na porządku minutowym, a robienie sobie pauzy, tylko po to, by zbić trochę ciśnienia to naturalna naturalność. Zapalić czy strzelić kielona to rzecz nawet wskazana, rzadko spotykamy tak mocno oddziałujące dzieła, nawet w kinie.

II.

Wielu widzów uważa, że to obraz otwarcie atakujący ustrój wtedy panujący, z czym się osobiście nie zgadzam, ten serial to pochwała dla ludzkiego życia, ludzkiej odwagi wbrew panującym ustrojom i wymaganiom. To dzieło traktujące, paradoksalnie, o miłości, litości i zrozumieniu, że nikt z nas nie jest doskonały, w końcu dwójka głównych bohaterów to zadeklarowani komuniści, aparatczyki i towarzysze, którzy doskonale wiedzą, co reprezentują, kłamią, poświęcają i koniec końców wygrywają, w naszych oczach, owszem, ale o to chodziło, żebyśmy wiedzieli, co się naprawdę stało. Poświęcili życie, karierę, ale próby wymazania tego z kart historii spełzły na niczym. Bo to nie byli bohaterowie, jakich chcieliśmy, to byli bohaterowie, jakich potrzebowaliśmy. Nikt z nas przecież nie wątpi w to, że tamte czasy były dużo trudniejsze w życiu niż obecnie, gdzie oddychamy wolnością, ale też i powietrzem wolnym od radioaktywnego zanieczyszczenia, a przez jakiś czas to nie było pewne, przez jakiś czas w tej części Europy powietrze było świecące, choćby i w przenośni. Gdy widzimy walkę nie tylko z żywiołem, ale też i państwem, to pięści się nam same zaciskają z bezsilności, bo wiemy, że nic nie możemy zrobić, a to i tak dotyka, dotyka głęboko i boli w chuj. Ale w końcu, my tutaj, lubimy, gdy łapie nas za gardło ni nie ma zamiaru odpuścić za nic na świecie, tak, jak powinny działać prawdziwe horrory. A mówimy tutaj przecież o historycznym dramacie.

III.

Bo my, widzowie, jesteśmy postawieni pod ścianą i patrzymy w lufy karabinów, które zaraz mają wystrzelić. Tak mogę opisać swoje wrażenia po pierwszych dwóch odcinkach. Pięść i oczywiście mocna dawka realizmu połączonego z niewolniczą wręcz manią przedstawienia świata i sytuacji jak najbardziej realistycznie. Tak właśnie robi się dzieła wybitne. W przyszłości na uniwersytetach filmowych będą wykładać o tym serialu, o każdej części jego powstawania. Koprodukcja brytyjskiego Sky i HBO przyniosła ze sobą, poza pieniędzmi, kult i pierwsze miejsce na liście najlepszych seriali w historii, zaledwie paręnaście dni po premierze. Nie ma o co się spierać, osobiście Czarnobyl plasuje się u mnie na wysokim, bo 3 miejscu w moim rankingu, za Kompanią Braci i najlepszym serialem w historii (bezdyskusyjnie), Rodziną Soprano. Ale tu nie o tym mowa. Ten serial to arcydzieło i to także rzecz bezdyskusyjna. Rewelacyjnie wykonana, wybitnie zagrana, oszczędna w środkach, ale ekstremalnie bogata w warstwie fabularnej. Jest to rzecz, która stawia, nas, widzów w bardzo niewygodnym położeniu naciskając na każdy wrażliwszy punkt i robi to z premedytacją godną pozazdroszczenia. Takiego dyskomfortu ze świecą szukać nawet w najbardziej obrzydliwych filmach gore. A to świadczy o wybitnym talencie twórców.

IV.

No, twórcy właśnie. Craig Mazin, gościu, który odpowiada za napisanie takich wybitnych dzieł jak Straszny Film ¾ czy dwie ostatnie części Kac Vegas. Nie spodziewałbym się po nim niczego szczególnie wartego uwagi, naprawdę. A tu się okazuje, że to jego wieloletni, wymarzony projekt był. Jeździł do strefy wykluczenia, Prypeci i w okolice nie raz, czytał publikacje, powieści i sam robił wywiady, kilka ładnych lat. Żeby tylko jak najlepiej oddać realia tamtych wydarzeń, bo nie wątpię w nic, co tam zobaczyłem. Nawet, jeśli jest to w jakimś stopniu uproszczone, to jest to bodajże jeden z najrzetelniej zrobionych seriali historycznych, jakie kiedykolwiek nakręcono. Zdjęcia Jakoba Ihre to dzieło sztuki same w sobie, brudne, szare, wyzbyte ciepła potęgują fatalistyczny wydźwięk całości i zasadniczo każdy kadr można by było oprawić i powiesić na ścianie. Teraz przechodzimy do muzyki, a muzyka w tym serialu to więcej niż dzieło sztuki, to dzieło totalne, całkowicie oddane wizji i obrazowi, ale jednocześnie jeden z najwybitniejszych soundtracków, jakie w życiu słyszałem. Odpowiadać miał za niego pierwotnie nie kto inny, a sam Jóhann Jóhannsson (twórca wybirnej muzyki do Mandy), ale niestety plany pokrzyżowała jego śmierć, więc napisaniem muzyki zajęła się jego przyjaciółka, Hildur Guðnadóttir. A zabrała się do tego bardziej niż rzetelnie, bowiem wzięła sprzęt i udała się do nieczynnej elektrowni Ignalina na Litwie, gdzie nagrała dźwięki otoczenia i w studiu je zsamplowała, co dało koniec końców mrożący krew w żyłach ambient, czy bardziej dark ambient. Mrok, chłód i smutek wylewa się z każdej sekundy tej muzyki. Koniec końców nie może być mowy o przypadku w nagłej popularności tego serialu. To dzieło autonomiczne, zamknięte i jednocześnie całkowicie samoświadome.

  1. Vichnaya Pamyat

Czy obeszło się bez wpadek, czy też nie, to nie jest moja sprawa, bo tym razem nie jestem recenzentem, nie rozbijam też banku na czynniki pierwsze, a raczej rzucam myślami, które prędzej czy później musiały gdzieś ujść. To daje mi pewną wolność w kreowaniu własnego zdania i bez narzuconych ram mogę dawać ujście własnym przemyśleniom właśnie.
Przy panteonie prawdziwych postaci i wydarzeń wybija się ta jedna, która nie jest prawdziwa, Ulana Khomyuk. Symbolizuje, jak wiemy, dziesiątki innych naukowców, którzy próbowali rozwiązać zagadkę i problemy w Czarnobylu obok naszej pary głównych bohaterów. I uważam to za znakomite rozwiązanie, szczególnie, że, co jest dziwne, znakomita większość lekarzy i naukowców w ZSRR to były właśnie kobiety. I sama jej postać, co ważne, jest nie tylko symbolem, ale także jasnym obrazem siły kobiet, nawet w trak ciężkim i niechętnym środowisku. Ale czymże byłoby to pisanie, gdyby nie aktorzy, czyli absolutnie wybitni Jared Harris i Stellan Skarsgard. Oni nie tyleż wcielili się w swoich bohaterów, ale całkowicie się nimi stali, całkowicie oddali się rolom i to poświęcenie widać w każdym kadrze. Role życia obu Panów, a oboje są bardzo doświadczonymi aktorami.  I za to twórcom, aktorom, podobnie jak i ludziom, którzy poświęcili się w Czarnobylu należy się im wieczna pamięć.

EPILOG

I na koniec oczywiście należy powiedzieć otwarcie, to najbardziej przerażający horror dekady, przeraża tak bardzo, bo jest tak bardzo prawdziwy, namacalny i wciąż świeży. Ideą horroru jest, poza strachem, utrzymywanie napięcia i szokowanie, więc wielu się może zastanawiać z obecności tekstu o Czarnobylu na tym fanpejdżu, cóż, to dzieło spełnia wszystkie warunki bycia horrorem, jest przerażający, napięcie tylko rośnie, szokuje, a do tego jest prawilnie obrzydliwy. Oto horror, jakiego potrzebowaliśmy, szanujący widza, historię i sposób jej opowiadania przez cały czas trwania seansu. Nie traci impetu nawet na sekundę i wbija w fotel bardziej niż cokolwiek w ostatnim czasie. Celowo też unikam porównań z innymi produkcjami HBO/innych stacji/serwisów streamingowych(niepotrzebne skreślić), ale nie dlatego, że nie chcę, ale po to by uniknąć niepotrzebnych kłótni. Nikt z nas nie przewidział takiego uderzenia, za to kocham kino, bo kiedy wydaje się, że nic już mnie nie zaskoczy, to zawsze coś się takiego znajduje. Tym razem jebło tak, jak miało, bez znieczulenia po trzewiach i kościach, chwała twórcom i chwała nam, widzom. Z ochotą czekam na kolejne dzieło Mazina, ponownie w realiach historycznych i ponownie dla HBO.

To naprawdę Dobry Horror.

Stanisław Hideto Gerle

Comment here