Pisaliśmy o tym już wielokrotnie, ale tej recenzji nie możemy zacząć inaczej- kochamy horrory (co oczywiste), ale kochamy też komiksy. Nietrudno się więc domyślić, że komiksy grozy uwielbiamy szczególnie. A gdy jeszcze są polskie, to cieszymy się jak dzieci. Gdy więc dostaliśmy propozycję objęcia patronatu nad polskim komiksem grozy pt „Zaklęty 1863” nie mogliśmy odmówić! Ale czy nam się podobał?
Zanim odpowiemy na to pytanie, najpierw krótkie omówienie. Rzecz dzieje się w 1863 roku, w czasie powstania styczniowego. Ranny w bitwie podporucznik Antoni Badowski trafia pod opiekę trafia pod dach i opiekę miejscowego szlachcica Ksawerego Sokolskiego. W czasie rekonwalescencji żołnierza mężczyźni toczą rozmowy o powstaniu, jego sensie, celu i nadziejach z nim związanych. Chociaż odbywają się one w atmosferze szacunku i zrozumienia, to jednak obaj bohaterowie prezentują zupełnie odmienne poglądy. Dodatkowo w dworze Ksawerego Antoni doświadcza dziwnych zdarzeń, które bierze on za halucynacje z gorączki. Gdy jednak żołnierz odkrywa część tajemnic z przeszłości gospodarza, jasne staję się nie tylko to, że nie nic nie jest takie, jak się wydaje, ale też, że znalazł się on w sytuacji, którą nazwać by można czystym horrorem.
Co tu dużo mówić, scenariusz autorstwa Klaudiusza Stochmala jest pierwszorzędny. Osadzony mocno w historii Polski, eksploatujący konkretne wydarzenia, w które błyskotliwe wplecione zostały wątki nadprzyrodzone oraz, który z każdą kolejną sceną coraz bardziej obfitować zaczyna w momenty mroczne i makabryczne, ma w sobie coś „mastertonowego”. Komiks jest reklamowany jako gotycki horror i tym jest w istocie. Akcja jest prowadzona jest w naprawdę umiejętny sposób- z każdą stroną atmosfera gęstnieje aż do dynamicznego i przerażającego finału.
Dodatkowo opowieść jest pełna historycznych „smaczków”, które są naprawdę, naprawdę ciekawe a i sama wymiana poglądów między bohaterami daje do myślenia, każdy z nich ma swoje racje i nic nie jest czarno białe. Powiedziałbym nawet, że „Zaklęty 1863” ma walory edukacyjne.
Do świetnego scenariusza mam w zasadzie dwa drobne zastrzeżenia. Po pierwsze okazał się dla mnie dość przewidywalny. Już w połowie domyślałem się jak to się skończy, a pewny byłem jeszcze długo przed samym finałem. Oczywiście zgadłem. Ale może to dlatego, że ilość fabuł grozy, które wchłonąłem idzie prawdopodobnie w tysiące, więc niełatwo mnie zaskoczyć. Po drugie wyjawienie tajemnicy gospodarza zaprezentowane zostało czytelnikowi w lekko zgrany sposób i do tego moim zdaniem zbyt wcześnie, co bardzo ułatwiło mi odgadnięcie co będzie dalej.
A jak się ma sprawa z szatą graficzną (za którą odpowiada Magdalena Łysak) spytacie? Tu też jest bardzo dobrze. Rysunki świetnie oddają klimat epoki. Detale mundurów, w wnętrz, czy mebli robią wrażenie. W ogóle ilustracje są bogate w szczegóły, autorka na przykład dużą uwagę poświęca tłom co zwiększa imersję. Styl Magdaleny Łysak jest przy tym dość oldschoolowy w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sporo jest w nim na przykład szrafu przez, co rysunki przywodzą na myśl ilustracje z historycznej książki. Dla mnie super.
Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to przyznam, że będę ciut bardziej… horrrowowe. W końcu „Zaklęty 1863” był zapowiadany jako gotycki horror. Już samo słowo „gotycki” ustawiło mi percepcje w ten sposób, że czekałem na sporą dawkę mroku, grozy i makabry. Oczywiście nie jest, źle, ale mogłoby być pewnie jeszcze lepiej. Może podbiciu gotyckiej atmosfery na pewno nie zaszkodziło by więcej czerni i kontrastów?
Mimo, że nie pozbawiony drobnych wad „Zaklęty 1863” jest komiksem naprawdę dobrym i godnym polecenia. Fabuła jest naprawdę ciekawa i angażująca, rysunki bardzo do niej pasują a zakończenie satysfakcjonuje. Ale mnie najbardziej w komiksie ujęły historyczne smaczki.
ocena 7/10
autor recenzji:GoroM

