Dziś szczególna recenzja, którą już zapowiedzieliśmy- czyli zbiorczy opis wrażeń po przeczytaniu zawartości ostatnio zamówionej paczki komiksów. Z otwarcia tej paczki zrobiliśmy nawet filmik, kto go jeszcze nie widział może obejrzeć go tu: https://www.facebook.com/dobryhorror/videos/1937863786526228/.

W paczce zaś, same petardy: dwa tomy Black Kiss Howarda Chaykina, pierwszy tom Sagi o Potworze z bagien Alana Moore’a oraz trzeci tom Hellboya Mike’a Mignoli.

A więc zaczynamy.

BLACK KISS
O Black kiss czytałem wielokrotnie, że jest to jeden z najważniejszych komiksów w historii. I jakoś trudno mi było to sobie wyobrazić. Oczywiście przypuszczałem, że jest to dobra rzec, ale, żeby były powiedzmy zbliżonej jakości, co np V jak Vendetta, Sincity, Powrót mrocznego rycerza, From hell czy nawet Watchmen i Sandman, w to powątpiewałem. Rozpoczynając lekturę towarzyszyła mi więc myśl- zobaczymy, o co tyle hałasu.

Pierwsze co się rzuca w oczy, to oczywiście grafika, i tu nie ma wątpliwości- jest wyjątkowa, genialna. Nie ma co się tu rozwodzić, grafika m po prostu, wszystko, co świetna grafika mieć powinna. Jest realistyczna, szczegółowa i pełna detalu i przede wszystkim bardzo bardzo oryginalna i klimatyczna. Precyzyjnej i zarazem eleganckiej kreski Howarda Chayikna, nie sposób pomylić z żadną inną, a do historii pasuje wręcz idealnie.

A sama historia? No właśnie. Reklamowana jest jako mroczny, przesycony erotyką kryminał… i tym w zasadzie jest. I jest to kryminał napisany tak, że mógłby być wzorcem do pisania idealnych mrocznych kryminałów. Od początku jest tajemniczo, zagadkowo i brutalnie a im dalej w las tym czytelnik bardziej łapie się za głowę. Narracja jest wymyślona i prowadzona tak mistrzowsko, że aż trudno w to uwierzyć. Z każdym rozdziałem schodzimy coraz bardziej w mrok opowieści, twist goni twist, aż do tego stopnia, że zadajemy sobie pytania- o co w tym wszystkim chodzi?,  przecież to niemożliwe? itd. Gdy już myślimy, że lepszego twistu, już się nie da ogarnąć, i że zbliżamy się do zakończenia zagadki, mamy kolejny, mroczniejszy skręt fabuły. I tak co rozdział, aż do finału.

A finał jest taki, że okazuje się, iż historia jest czymś innym, niż byśmy się spodziewali. I najpierw czujemy, jakbyśmy dostali pięścią w nos, a potem myślimy- o kurde, no przecież, to ma sens. I pojmujemy, że dostaliśmy historię, która reklamowana jako mroczny thriller erotyczny jest dodatkowo czymś jeszcze.

Czy więc Black kiss jest jednym z najlepszych komiksów w historii? Bez wątpienia. Jest pięknie narysowany, bezkompromisowy, bezpruderyjny, i tak obsceniczny, mroczny i brutalny. że bez wątpienia trudno szukać czegoś podobnego w całej historii medium. Ale nie jest to szokowanie dla taniego poklasku, wszystko służy fabule, a ta jest niesamowita, zaskakująca, stworzona z  wspaniałą precyzją, wodząca za nos czytelnika, bawiąca się nim, aż do samego szalonego końca.

BLACK KISS 2

Black kiss 2, stworzony po pierwszej części, trzyma się żelaznej zasady sequeli (choć jest w zasadzie sequelem i prequelem historii z pierwowzoru)- czyli to samo, tylko więcej i mocniej. Black kiss 2 jest dłuższy, obejmujący o wiele większy okres czasu, bardziej krwawy, szalony, bezkompromisowy i z większą dawką bezpruderyjnej a nawet obscenicznej pornografii (co niełatwo mi było sobie wyobrazić). I jest równie wspaniale narysowany. Mam tylko jedną wadę, która sprawie, że jest o wiele słabszy od poprzednika- brak mu równie świetnie napisanej, zgrabnej, precyzyjnej obfitującej w genialne zwroty akcji, fabuły. Historia z jedynki w dużej mierze opierała się na kolejnych zaskoczeniach, w dwójce wszystkie karty są na stole. Autor jednak, pewnie próbując dorównać pierwowzorowi, wprowadza szalone rozwiązania fabularne, które pewnie w założeniu miały mieć podobny “impact”, co zagrywki z części pierwszej. Są chyba jednak zbyt przekombinowane i na siłę. Nie znaczy, że jest to komiks zły. Grafika jest wspaniała i idealnie oddająca klimat fabuły, a sam ów klimat jest genialny, tak samo jak w “jedynce”. Black kiss 2 jest niesamowicie krwawy, brutalny, mroczny, dosadny, bezkompromisowo i obscenicznie pornograficzny. Na pewno to komiks nietuzinkowy i w zasadzie dla fanów mrocznych thrillerów dla dorosłych pozycja obowiązkowa. Do Black kiss mu jednak daleko.

SAGA O POTWORZE Z BAGIEN

O tym komiksie niewiele trzeba czytać żeby móc się czegoś spodziewać. Skoro jest to saga  o potworze i to wg. scenariusza Alana Moore’a oczywiście można się spodziewać sporej dawki grozy oraz stylu Alana Moore’a. Kto będzie tego oczekiwał nie zawiedzie się bo dostanie jedno i drugie. Zatem fani horroru (bo groza) i komiksu (bo Alana Moore, a kim jest Alan Moore dla komiksu jako medium to każdy kto jest zainteresowany wie na pewno) powinni być bardzo zadowoleni.

Ja byłem.

W sensie klimatu znanego z dokonań rzeczonego scenarzysty jest to rzecz bardzo w jego stylu, ale z pewną….dodatkową domieszką. Przede wszystkim zaczyna się mocno i przewrotnie bo……od sceny po pokonaniu odwiecznego wroga tytułowego bohatera, a zaraz potem od śmierci samego Potwora z Bagien. Oczywiście ten przewrotny start zaraz zostaje przewrotnie przewrócony, po czym dostajemy solidną dawkę kolejnych historii mierzenia się potwora z jego przeciwnikami, przy czym jak to u Alana Moore’a nic tu nie jest oczywiste i jest jedynie pretekstem do powiedzenia kilku rzeczy ważnych i ważniejszych i zajrzenia w głąb duszy samego bohatera, jego wrogów i przyjaciół, co oczywiście staje się też punktem wyjścia do bardziej generalnych refleksji.

Nie będę tego wszystkiego zdradzał, ale napiszę tylko, że nie tylko sam Allec Holand (ktoś kim Potwór z Bagien był zanim stał się potworem….choć też nie do końca, ale to sami musicie przeczytać), ale właśnie i jego wrogowie i przyjaciele są bardzo niejednoznaczni. Całość jest też historią mniej piętrową i w tym sensie mniej skomplikowaną niż niektóre inne dzieła Alana (Strażnicy, V jak Vendetta, Miracleman), ale w żadnym razie nie płytszą. Na razie (to pierwszy tom) historia opowiada o człowieczeństwie i- co nie dziwne- zawiera  refleksje, powiedzmy, ekologiczne.

Nie jest to jednak jakaś przynudzająca filozofia. Jest w tym wszystkim coś (i tu dodatkowa domieszka) cgaimanowskiego w wydaniu sandmanowskim, czyli talent do powiedzenia rzeczy mądrych i ważnych, w niesłychanie niewielu  słowach i to prostych. Historia jest z pewnością pełna wielu refleksji autora i  pewnością przekłada się na takie refleksje czytelnika. A historie w tym zbiorze są bardzo różne, poruszające tamtym od tych bardziej intymnych do tych bardziej globalnych. W zasadzie każdy miłośnik grozy, Alana, i Potwora z bagien znajdzie tu historię, która powinna go zachwycić.

Groza jest również mocno sandmanowsko-gaimanowska, w tym pokazująca zejście do piekła oraz najprzeróżniejsze demony zarówno te zewnętrzne jak wewnętrzne, będące źródłem cierpień tych fizycznych jak i psychicznych. Szczerze to dawno nie czytałem komiksu tak momentami strasznego. Z niektórych scen i pomysłów groza wylewa się hektolitrami.

Warstwa graficzna to ten rodzaj oldschoolu, który nie każdemu się może podobać, ale z pewnością w bardzo zręczny sposób wpasowuje się w klimat. I o ile kreska to rzecz gustu (mnie się podobała), to aspekty narracyjne kompozycji bardzo dobrze oddają ducha historii.

Z niecierpliwością czekam na drugi tom

HELLBOY tom 3

No i wreszcie Hellboy. Tu nie będziemy się rozpisywać, po pierwsze z tego względu, że obiecaliśmy zbiorczą recenzję ostatniego pudełka więc mamy tu tom 3, a trochę tak dziwnie recenzować historię od środka. Po drugie dlatego, że zachowujemy pełną recenzję na całość serii, którą na pewno skompletujemy. A po trzecie….bo Hellboy, jaki jest każdy widzi. Ale słówko napiszemy, w sumie bardziej po lekturze pierwszych trzech tomów, bo to wystarczająco, żeby coś na temat tej serii powiedzieć.
I tu trzeba powiedzieć dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że Hellboy to taka mieszanka motywów, że to aż dziwne, że to zagrało. Czego my tu nie mamy….no nie będę wymieniał, napiszę tylko generalnie o tym rollecoasterze klimatów żeby was zachęcić, a żebyście sami odkryli ten przedziwnie cudowny świat.
No więc jest to miszmasz grozy okultystyczno-demoniczno-satanistyczno-lovecraftowskiej z jednej strony, z cudownie pulpowymi klimatami spod znaku jajcarskich onelinerów, tanich super bohaterskich  lub fantastycznych seriali, naparzanki, nazistów z kosmosu i tego wszystkiego, co komiksowe serduszko po prostu musi pokochać. A do tego wszystkiego ponadnaturalni agenci specjalni, dziwaki i oryginały, każdy pełen uroku i charakteru, w misjach prowadzących ich przez legendy, wierzenia i mity z całego świata, ze szczególnym uwzględnieniem konieczności rozprawiania się z pochodzącymi z nich maszkarami, demonami i potworami.
Podobno (wyczytaliśmy gdzieś) Hellboy osiąga dojrzałość mniej więcej właśnie od tomu 3. Mnie się wydaje, że poszczególne tomy po prostu dozują elementy tej mieszanki klimatów. Tom pierwszy wprowadza do świata, drugi oferuje właśnie dużo okultyzmu, legend i wierzeń, trzeci zaś to więcej “nazistów z kosmosu”. Ogólnie najprzyjemniejsze są, w naszej ocenie, te części opowieści, które składają się z pojedynczych, drobnych historii, które ostatecznie składają się z jednej strony na całość większej historii (której finał na pewno poznamy), a przede wszystkim pozwalają nam poznać dziwacznych bohaterów tej sagi. Bohaterów, muszę przyznać, z jednej strony baaaaaaaaardzo komiksowych, a z drugiej, bardzo ciekawych, żywych.

A po drugie: Mignola to geniusz. Naprawdę artystów tego kalibru można policzyć na mackach jednej ośmiornicy i pewnie tych macek jeszcze zostanie. Nie będę opisywał z czego to wynika, bo to ten rodzaj stylu, że żadne słowa tego nie opiszą. Kupujcie, czytajcie, oglądajcie i jarajcie się.