Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie dwóch filmów na raz (choć w zasadzie skupię się głównie na jednym, późniejszym, zaś o drugim jedynie wzmianka)- anime: Vampire Hunter D i późniejszego Vambpire Hunter D: Żądza Krwi (Bloodlust). Dwie historie o tej samej postaci, które dodatkowo obejrzałem jedna po drugiej, świetnie się nadają do ich łącznego omówienia.

Zanim przejdę do recenzji właściwej, krótka dygresja na temat tego, co mnie skłoniło do odpalenia tych filmów. Otóż kolega z pracy, który zna moją geekowską komiksową pasję, chcąc sobie odświeżyć swoją młodzieńczą fascynację mangą i anime, założył, że pewnie w tym też jestem oblatany więc z pewnością będę mógł mu coś pożyczyć. Moja jednak przygoda z tą dziedziną sztuki/kultury ogranicza się do….przeczytania Hellsinga i….obejrzenia Hellsinga. A potem….oh well…… ponownego obejrzenia Hellsinga (ok, widziałem jeszcze GITS’a i oczywiście Dragonballa, but that’s that). Gdy usłyszał to mój kolega postanowił mnie doedukować i zasypał mnie tytułami, które oczywiście powinien obejrzeć. Zdążyłem się tylko wciąć ze swoim: “eeee, a coś w stylu horror”. W odpowiedzi usłyszałem: “sprawdź Vampire Hunter D!”.

No to sprawdziłem. I bardzo dobrze.

Oba filmy, starszy Vampire Hunter D i znacznie późniejszy Vampie Hunter D: Żądza krwi opowiadają w zasadzie zbliżone historie. Rzecz jest o łowcy wampirów zwanym D, który jest tzw. Dhampirem- owocem związku wampira i ludzkiej kobiety. I w zasadzie tyle o nim wiadomo. Jest tajemniczy do granic możliwości, choć w drugim filmie cieszy się już zasłużoną sławą wśród innych łowców. W trakcie akcji w obu filmach, sugerowane jest że jest potomkiem kogoś mega potężnego (zwykle sugerują to inne potężne wampiry na chwilę przed śmiercią z ręki D, wykrzykując coś w stylu “kim ty jesteś, czym jesteś?” albo “czyim synem ty jesteś?”, gdzieś nawet padło o progeniturze najwyższego, czy tam pierwszego z wampirów). Co jeszcze o nim wiadomo? No cóż, tyle, że jest epicki. O tak, jest epicki bez dwóch zdań.

W obu filmach D ma misję do wypełnienia. W pierwszym z nich zatrudnia go młoda kobieta ugryziona przez wampira, który to wampir chce ją porwać, dokończyć proces przemiany i uczynić swoją żoną.
W drugim filmie misję dla D ma pewna bogata rodzina, która to zatrudnia naszego bohatera po to, aby odbił z rąk potężnego wampira ich piękną córkę. Tutaj jednak akcja się nieco komplikuje bo w trakcie misji wychodzi na jaw, że córka dała nogę z wampirem trochę bardziej z własnej woli, zaś misji jej odbicia równolegle podjęła się dość hardcorowa grupa innych łowców.
Łatwo się domyślić, że w obu przypadkach quest prowadzić będzie poprzez walki z zastępami monstrów o coraz wyższym levelu, aż po finałową bitwę w niedostępnym zamku.

Oba filmy (ze szczególnym uwzględnieniem Bloodlust) to mieszanka bardzo klasycznego, niemal gotyckiego horroru z wartką akcją, a wszystko dodatkowo z elementami hmmmm chyba dark fantasy (nigdy nie byłem dobry w tych kategoryzacjach). Ogólnie rzecz biorąc jest bardzo klimatycznie, momentami bardzo krwawo, no i o akcji można napisać, że….dzieje się.

Pierwszy Vampire Hunter D, jest jednak filmem, co najwyżej przeciętnym. Strona techniczna, w tym rysunki, już w roku wydania były przestarzałe, historia jest dość naiwna. Taki film na raz.

Na plus można zaliczyć oczywiście całkiem niezły klimat, dobrą muzykę i klika niezłych scen (np. pierwsza scena, wprowadzająca jest świetna). Oczywiście do plusów można by zaliczyć to, co film ten zapoczątkował, a co znalazło piękne rozwinięcie w kolejnym filmie, gdyby nie to, że Vampire Hunter D anime powstały na podstawie wcześniejszych powieści graficznych, tym samym to co jest ich główną zaletą należy raczej przypisać ich pierwowzorowi. Niemniej jednak śmiało można powiedzieć, że plusem oczywiście jest sam D- postać już w anime ikoniczna. Jego historia nie jest dokładnie ukazana, ale z pewnością budzi ciekawość (nawet jeśli jest nieskomplikowana), sam D jest świetnie wymyślony, zarówno jeśli chodzi o wygląd jak i skryty, tajemniczy, aczkolwiek bardzo intrygujący charakter.
Silną stroną Vampire Hunter D jest też świat, w którym dzieje się akcja. Otóż wszystko ma miejsce w przyszłości, w której jednak cywilizacje jakie znamy upadły, a światem zawładnęły mutanty, demony i potwory. Mamy więc do czynienia ze światem pełnym mroku, w której rekwizyty średniowieczne (czy nieco późniejsze, ale you know what I mean) jak zamczyska, miecze, zbroje, karety przeplatają się z technologią typu wielkie giwery, czołgi, pozostałości zakopanych w pustyni wielkich nadajników antenowych i tak dalej. W całej tej otoczce tego typu scenografii i rekwizytów sytuacja przypomina dodatkowo bardziej realia dzikiego zachodu, w sposób przypominający klimat z Mrocznej Wieży, gdzie samotni bohaterowie przemierzający pustkowia pozostawieni są sami sobie, niebezpieczeństwo czai się za każdym rogiem, panuje prawo silniejszego, z tym że “silniejszy” oznacza głównie bogatsze rodziny, które stać na zatrudnianie samotnych mścicieli.
Zatem świat i bohater prezentują się co najmniej stylowo, żeby nie rzecz rewelacyjnie.

I o ile, jak napisałem, pierwszy Vampire Hunter D, jest mimo tego przeciętny (kiepska strona plastyczna i przeciętna historia) to drugi, czyli Bloodlust jest po prostu rewelacyjny!

Te świetne aspekty, czyli świat i bohater zostały świetnie rozwinięte. D jest nadal tajemniczy i epicki, ale dostaje większy skrawek swojej historii, opinie wśród innych łowców oraz sceny, w których pokazuje swój charakter. Dzięki temu nabrał sporej głębi. Dodatkowo dostał do towarzystwa barwne, ciekawe postacie jak choćby epicka drużyna epickich łowców korzystająca z kusz, giwer, arsenału typu ninija, ataków w formie astralnej, badassowych młotów bojowych i mother****ing czołgu antymonstrowego. Czek dis
Ale nie są to tylko postacie do bezmyślnej rozwałki, mają swoje historie, przemyślenia, wzruszenia, emocje, poświęcenia i wątpliwości. Sam świat, w którym akcja się toczy został jeszcze bardziej rozwinięty, jest mrocznie, gotycko, wszystko składa się na entourage z jednej strony bardzo ciekawy (wizja przyszłości), a z drugiej stricte i klasycznie horrorowy.
Akcja, czyli tzw. mięso, stoi na najwyższym możliwym poziomie, jest krwawo, dynamicznie, jednocześnie cały czas utrzymane jest solidne napięcie.

No i na szczęście Bloodlust pozbawiony jest całkowicie wad swojego poprzednika. Strona graficzna jest przepiękna, zarówno jeśli chodzi o postacie (ghoule są straszne, wampiry są stylowe i wyniosłe, łowcy są epiccy, dziewczyny są piękne) jak i scenerie i wnętrza. Wszystko skąpane w gotyckim mroku. Again, czek dis

Szczerze mówiąc, obiektywnie to strona graficzno-animacyjna jest nawet lepsza od mojego ukochanego Hellsinga (oczywiście de gustibus, mnie urzekają Hellsingowe stylowe sposoby wykorzystania mroku i kontrastu i celowe wyolbrzymienia lub uproszczenia niektórych scen, w Vampire Hunter D jest zaś bardziej klasycznie).
Opowiedziana historia jest zaś prosta, ale nie banalna. Dostajemy w niej oprócz akcji, mroczny romans (a nawet dwa!) charakterystyczny dla tego typu powieści gotyckiej,  jednakże tak naprawdę wzruszający i interesujący. Rozwiązanie historii nie jest zaś proste i oczywiste, a na drodze do niego bohaterowie będą musieli parę razy dokonać nieoczywistych wyborów, podjąć kilka trudnych decyzji i ujawnić kilka swoich głębszych historii. Oczywiście też nie wszyscy dotrwają do szczęśliwego (czy aby na pewno?) końca. Nie wszystko jest tu też czarno białe. Zatem pomiędzy scenami epickiej akcji dostajemy porcję porządnych wzruszeń.

I w konsekwencji Vampire Hunter D: Bloodline mnie zachwycił.  W swojej kategorii jest bezbłędny. No i oczywiście nie mogę uniknąć porównań do Hellsinga. D jest równie dobry, może nawet lepszy (w niektórych aspektach). Ostatecznie jednak, mimo tego, ciut wolę Hellsinga. Pewnie to dlatego, że oprócz tego, że świat przedstawiony w Vampire Hunter D stanowi dość ciekawą mieszankę przyszłości i typowego dark fantasy (co jest dość oryginalne) to dostajemy tak naprawdę historię na wskroś klasyczną. Ja zaś ostatecznie chyba jestem bardziej fanem raczej tygla motywów przetworzonego w sposób szalony i pokręconych “odpałów scenariuszowych” typu właśnie Hellsingowe: zombie naziści, wojowniczy księża walczący przy pomocy relikwii i inżynierii biologicznej, zabójczych lokajów itp itd, po których Bram Stoker nie tylko przekręca się w grobie, ale wywija piruety jak Barysznikov albo postanawia zostać bboyem i kręcić się na głowie. But that’s only me. Jeśli masz ochotę na gotycką, krwawą  historię o łowcach i wampirach oraz wszelkich innych monstrach, mroczny romans bez łatwego happy endu i dynamiczną akcję, pojedynki przy pomocy magii, ale i mieczy i giwer Vampire Hunter D: Bloodline jest dla Ciebie i to z oceną 10/10. Dla całej reszty jedynie 8-9.  I o ile pierwszy film można sobie z czystym sumieniem odpuścić, to Żądza krwi is a must.