Niedawno opisywałem film z gatunku found footage  (no przynajmniej w części w tym gatunku), któremu ze względu na udany pomysł ta forma całkiem posłużyła i ostatecznie okazał się bardzo niezły, czyli The Banshee Chapter. Dziś przypadek w sumie bardzo podobny (choć z nieco innych względów )-The Houses October Built.

Film opowiada o grupie amatorów grozy (to my, to my!), którzy postanawiają sobie w Halloween zrobić tour kamperem po kraju odwiedzając najbardziej ekstremalne zamki strachu (marzy mi się! ), w tym jeden dość legendarny  (którego nie da się znaleźć tylko sam cię musi znaleźć ), oczywiście dokumentując kamerą całą wycieczkę. Jak się łatwo domyślić ostatni przystanek trasy okaże się faktycznie nie tylko legendarny, ale nawet epicki i masakryczny (to nie my, to nie my! Nie marzy mi się).

O ile forma znalezionych taśm w Banshee Chapter bardzo dobrze służyła budowaniu atmosfery odkrywania ze skrawków nieźle pomyślanej tajemnicy, to w The Houses October Built forma udokumentowanej wycieczki idealnie sprawdza się oddaniu stopniowego przemienienia się atmosfery sielankowej w niepokojącą, a następnie naprawdę groźną  (zbliżony zabieg do udanego Afflicted). I trzeba przyznać, że to ostatnie udało się bardzo dobrze. Zaczyna się niczym Sen nocy letniej, żeby się skończyć gorzej niż w Hamlecie, Makbecie a nawet Liliach (rośnijcie wysoko, wysoko, gdzie pan leży głęboko,  głęboko ). Końcówka dość mocno podnosi ciśnienie. Co więcej dość mocno potęguje poczucie “uderzenia w ryj” gładkie przejście od filmowania przez naszych bohaterów, do przejęcia reżyserii całej historii przez ekipę ostatniego z domu strachów.

Generalnie The House October Built to bardzo sprawnie opowiedziana, pomysłowa historia. Bardziej jednak w sensie samego poprowadzenia akcji i prostego, acz ciekawego pomysłu wyjściowego, niż głębszej fabuły (odmiennie niż The Banshee Chapter, w którym pomysł opierał się bardziej na poważniejszym rozbudowaniu tła). To jest też w pewnym sensie pewna bolączka Houses- oferuje tylko to, nothing more nothning less, poza sprawnym zrealizowaniem pomysłu: zaczniemy niewinnie a kończymy ostro, gęsto i makabrycznie. Aż się prosiło, żeby za ostatnim, poszukiwanym domem strachu, stało coś więcej, niż to co dostajemy. I o ile sam finał jest poprowadzony w sposób naprawdę sprawnie obrazujący szaleństwo i grozę sytuacji, w której znaleźli się bohaterowie (co udziela się widzowi), to wciąż mamy do czynienia bardziej jedynie z bardzo sprawnie opowiedzianą miniaturką, czy też wprawką, niż rozbudowaną historią. Aczkolwiek takie filmy też są potrzebne, zwłaszcza kiedy są tak dobrze opowiedziane. I zwłaszcza, że straszą. Czego od horrorów oczekujemy.