Przy paru ostatnich recenzjach pisałem, że trafiło mi się combo słabych filmów. Był jeden niewyobrażalny kaszan (“The chosen”), jeden zwykły kaszan (jeszcze nie opisałem) i jeden półkaszan, przy którym jednak byłem bardziej “na nie” (“House of dust”).  I “Room 6”.  No właśnie, obiektywnie rzecz biorąc, “Room 6” definiuję jako “półkaszan”, ale sprawa z tym obrazem ma się trochę inaczej, niż w przypadku wymienionych w pierwszym zdaniu dzieł mocno wątpliwej jakości.

Zanim jednak przejdę do dokładnego omówienia moich odczuć, króciutko o fabule.  Otóż pewna dziewczyna i jej chłopak (prawie narzeczony), jadą sobie samochodem i zdarza im się wypadek. Facet doznaje dość poważnych obrażeń, więc przyjeżdża karetka i zabiera go do szpitala. Wszystko niby fajnie, ale po niedługim czasie okazuje się, że w żadnym z miejskich szpitali poszkodowanego nie ma i generalnie wsiąkł na amen. Na dodatek podobna sytuacja spotkała dziewczynę drugiego uczestnika wypadku. Poznana się w czasie karambolu parka musi odnaleźć swoich bliskich. Tymczasem “prawie narzeczony” budzi się w dziwnym, mrocznym szpitalu, gdzie pensjonariusze leżą nie wiadomo już jak długo i nie wiadomo dlaczego, a pielęgniarki bardzo lubią pobierać krew i robić inne podobne rzeczy.  Generalnie pomysł na fabułę mi się podobał. Dlaczego więc “obiektywnie” zaliczam ten film co najwyżej do półkaszanów?

Otóż jest to horror klasy “B”, ale jest to takie “B”, że normalnie “BEEEEEEE”. Niby główna aktorka gra nieźle, ale cała reszta…. no maskara. Dialogi jak z komiksów z lat pięćdziesiątych (w stylu: a teraz uderzę Cię tą oto pięścią i wsadzę do więzienia), postacie poza główną, zachowują się jakby kij połknęli, razi niskobudżetowość i tandetność. Wszystko to przypomina  mi lata 90te w najgorszym wydaniu (Go Go Power Rangers:P) Kampowość efektów, charakteryzacji i ogólnych pomysłów na sceny można by jeszcze znieść, ale te dialogi (-A może pójdziemy na policję? -Dobry pomysł, chodźmy na policję! – To ruszajmy…na policję). Naprawdę w czasie oglądania bardzo to mi przeszkadzało w cieszeniu się seansem, drażniło tak, że film w ogóle nie wydawał mi się straszny. Z resztą de facto nie jest straszny, co jest chyba sporą wadą jeśli chodzi o kino grozy, co nie?

No więc dlaczego we wstępie stwierdziłem, że z “Room 6” ma się sprawa inaczej niż z pozostałymi kaszanami, które mi się trafiały ostatnio? A dlatego, że jak się zastanowiłem trochę, to doszedłem do wniosku, że film jest całkiem niezły!. Po pierwsze fabuła. Jest naprawdę spoko. Są klimaty medyczne, ale też sporo nawiedzenia, trochę atmosfery z piekła rodem. Momentami nawet mi to przypominało nastrój “Silent hill” tylko w bardziej “komiksowym” wydaniu. Mimo, że niestraszna, historia wciąga. Szpital jest mroczny, dzieje się w nim sporo niesamowitych rzeczy, jest dziwnie, są tajemnice i za tym wszystkim kryje się coś głębszego. Na dodatek sposób, w jaki opowieść jest prowadzona, przykuwa do ekranu. Tempo jest dobre, dłużyzn nie ma, cały czas coś się dzieje i cały czas jest się zaciekawionym. Zupełnie odwrotnie niż półkaszanie “House of dust”, gdzie wiało nudą.

A co do scen straszenia, to, jak powiedziałem, strasznie nie jest, ale jest przyjemnie, bo rekwizyty są aż nadto znajome (so nineties). Seksowne, półnagie pielęgniary w pończochach, oblewające się krwią w ekstazie, ganiające za pacjentami po korytarzach, lub wyżerające wnętrzności, albo salowa o wyglądzie typowej Helgi z wielką strzykawą, oznajmiająca z poważną miną- Panie doktorze, musimy operować,- a to wszystko zrobione na poważnie, sprawiało, że czułem jakbym oglądał film na VHS.  Grozy nie ma, ale jest frajda.

Koniec końców, ponieważ film nie straszył w ogóle a tandetność biła po oczach i utrudniała odbiór, seans zakończyłem z poczuciem pewnego rozczarowania. Ale jak przeanalizowałem film na chłodno, doszedłem do wniosku, że fabuła jest naprawdę dobra, niegłupia i trzymająca się kupy a historia wciąga przez cały seans (faktycznie mnie zaangażowała). Dodatkowo, tandetność niektórych scen przy odpowiednim nastawieniu, może dać sporo frajdy. No i jak ktoś jest uodporniony na wielką “b klasowość” to atmosfera szpitala z piekła rodem może mu się spodobać. Zakończenie też nie jest złe,  ma związek z przeszłością bohaterów i fajnie zamyka historię. Więc, mimo, że kaszan, to może momentami smakować.

http://horroryonline.pl/film/room-6-2006/1343