Na początek mała dygresja, odkąd wystartowaliśmy z Dobryhorror.pl i zacząłem mocniej angażować się w seriale grozy, okazało się (to pierwsza możliwość), że mam do nich szczęście. Podobał mi się oryginalnie klimatyczny Channel Zero: Candle Cove, podobał mi się, co oczywiste, rewelacyjny Psychoville. Podobał mi się nawet szablonowy, ale za to oparty na bardzo klasycznych motywach Slasher. Może po prostu (to druga możliwość, o której już napisano bimbalion artykułów więc nie będę odkrywał Ameryki) także na poletku grozy seriale przejęły trochę rolę filmu (w tym kina) i lepiej obejrzeć solidną serialową produkcję niż kolejny sztampowy, wygładzony hollywoodzki, horroropodobny  produkt kinowy.

Ale wracając do Królowych Krzyku. Podtrzymują one, a nawet umacniają, tą passę i to do tego stopnia, że zmieniłem planową kolejność recenzji, żeby tylko podzielić się wrażeniami na temat tego serialu. Generalnie petarda, aczkolwiek specyficzny gatunek, który trzeba lubić. Niemniej jednak, ja uwielbiam i sądzę, że większość widzów ten gatunek, do którego Królowe Krzyku należą, też raczej lubi.

Otóż jest to parodia w najczystszej postaci, kpiąca ze schematów, głównie przez ich wyolbrzymienie, punktująca i wykpiwająca określone reguły gatunkowe i nie tylko. Od razu napiszę- robi to świetnie.
Taki serial mogliby nakręcić twórcy Scary Movie gdyby a) znali się na horrorze b) mieli poczucie humoru. Albo Mel Brooks, gdyby był bardziej reżyserem obecnych czasów i pokolenia (Y, X czy MTV, youtube’a, facebook’ a, czy Instagrama czy jak tam).

SPOILER ALERT- spoiluję część dowcipów, ale nie mogę się powstrzymać, poza tym to i tak 0,1%

Ogólnie bardzo celnie i śmiesznie dostaje się tu czemu popadnie: horrorowi jako takiemu, jego gatunkom ze szczególnym uwzględnieniem slashera (idealnie wykpione np. sytuacje, w których w miasteczku trup ściele się gęsto, ale nikt nie myśli o wyjeździe, co notabene było np w serialu Slasher, albo schematy typu- “nic nie możemy zrobić aby mu pomóc, ale możemy popatrzeć jak go mordują!”- czym dokładnie tak opisuje jeden z bohaterów sytuację, gdy  wspinający się po drabinie kolega bez rąk (bo wcześniej mu obcięli) spada z tej drabiny w ramiona mordercy), konkretnym horrorom (kapitalny pomysł obsadzenia Jamie Lee Curtis w roli dziekan, która żeby zasnąć słucha theme z Halloween, a gdy studenci postanawiają się jej pozbyć, okazuje się nie do ubicia – tu cytat- jak Rasputin albo Michael Myers), amerykańskiemu stylowi życia (rewelacyjny odcinek Black Friday, gdzie np. policjanci olewają morderstwo w celu udania się na wyprzedaże), kultury studenckiej, imprezowej , w szczególności wśród tzw. lepszej młodzieży (np. impreza, w której cherubiny z lodu sikają wódką z redbullem do basenu kawioru, a o północy  willa zostaje podpalona tylko po to żeby przyjechali strażacy-striptizerzy w celu ugaszenia jej szampanem), młodzieży jako takiej, stowarzyszeniom studenckim,  klasowości, relacjom i klanom rodzinnym (córka Charlesa Mansona!), mediom społecznościowym ( np. “przecież ona żyje, regularnie wrzuca fotki na insta”- a tam fotki ciała z poderżniętym gardłem), postrzeganiu feministek ( postać “męskiej lezby” albo dziekan, która tłumacząc różnicę między feminizmem drugiej i trzeciej fali i widząc, że nobody gives a….pointuje- “w trzech słowach: Kobiety.Są.Lepsze”- woooooooah i yeaaaaaaah), poprawności politycznej (“wyniki matury są ewidentnie sfałszowane, nie można dostać miliona procent, ale mamy niedobór niepełnosprawnych, więc dam ci szansę” albo “akceptujemy wszelkie poglądy o ile są lewicowe, przepraszam muszę iść wyrzucić ze stowarzyszenia jedną osobę, zażartowała kiedyś z kobiety. Podobno.”), tzw. eventom celebryckim (Jacquin Phoenix!), akcjom dobroczynnym, golfowi,  amerykańskiemu wymiarowi sprawiedliwości, a nawet Nickelback.

W serialu żarty są albo konkretne i pojedyncze (morderstwo przy pomocy samoopalacza albo butów-szpilek), jak i rozciągnięte i złożone na kilka odcinków, a nawet cały sezon jak np. ten, w którym po kolei okazuje się, że morderców- podobne jak w Krzyku- może być dwóch, a potem trzech, czterech lub pięciu, a podejrzani dalej mnożą się jak króliki bo każdy przy okazji morderstw chce załatwić swoje porachunki i dorzucić kogoś do body countu na koszt “głównego” mordercy.

Generalnie żart goni żart, w zasadzie to latają z częstotliwością pocisków miniguna, większość jest trafnych, dużo inteligentnych, a praktycznie wszystkie zabawne.
Do tego rewelacyjnie sprawuje się większość obsady. Prze genialna jest Emma Roberts w roli bogatej i  zepsutej Channel Oberlin, a także ten koleś co gra Chada Radwella. Inni też dają radę. Oczywiście wyjątkowo jasno świeci gwiazda Jamie Lee Curtis, ale Captain Obvious is obvious.

W ogóle zatrzęsienie postaci ma potężny vis comica, nie tylko wymienieni już Channel Oberlyn (postać będąca ewidentną parodią lasek z obrzydliwie bogatych domów, traktująca wszystkich tak z góry jak się da, np. mówiąca o swoich koleżankach (których imion nie kojarzy tylko je numeruje Channel nr 2, Channel nr 3 itd) chodzących za nią wianuszkiem, per “minions” i zwracająca się do nich np. per “tępe dzidy” albo “bezużyteczne szmaty”) i Chad Radwell (męska wersja Channel tj, gość z  bardzo bogatej “moja rodzina jest zajebista” rodziny, dodatkowo necrofetyszysta), ale też np.czarnoskóra ochroniarka Dennise Hemphile (pierwsze skojarzenie – scena w aucie z Wściekłych psów- “You’re under arrest sugar!”, z tym że jeszcze więcej parodii), świetna jest Channelka nr 3 ze swoimi ciągłymi wątpliwościami, oraz takie ewenementy jak “Głucha Kathy Perry” albo “Vlogerka świecowa”.

Ekstremalnie rozrywkowy serial. W kategorii parodii horrorów definetely a must see. Kupa świetnej zabawy. Oczywiście jak ktoś nie przepada za gatunkiem może czuć się znużony bo to jednak 13 odcinków, w których w zasadzie chodzi ciągle o “jajca Panie Ferdku”. Aczkolwiek krwi jest też trochę, a parę zwrotów akcji  także potrafi zaskoczyć. Polecić można spokojnie wszystkim w zasadzie, chyba, że jesteś true hardcore fanem grozy, który uważa, że z horroru śmiać się nie wolno. Ale nawet jak jesteś, to sądzę, że po Królowych Krzyku zmienisz zdanie.