Dużo osób polecało mi Klucz do koszmaru jako tzw. Dobry Horror. No więc wreszcie go obejrzałem.
I trudno ocenić ten film z tego względu, że ……..nie ma się do czego przyczepić. Najtrudniej jest recenzować filmy w zasadzie bezbłędne, a takim filmem jest właśnie Klucz do koszmaru.

Film ten stanowi obraz z pogranicza thrillera i horroru, coś, co my na Dobry Horror nazywamy gatunkiem “mystery”. Realizacja filmu w tym stylu, oczywiście udana, wymaga dwóch rzeczy: po pierwsze ciekawej historii, pod drugiego czegoś tak trudno uchwytnego i definiowalnego jak “wyczucie klimatu”.

Na szczęście Klucz do koszmaru ma obie te cechy.
Po pierwsze historia. A więc wygląda ona tak :”młoda pielęgniarka z hospicjum opiekuje się schorowanym Benem w jego domu na bagnach Mississippi. Caroline powoli odkrywa mroczną przeszłość posiadłości.” (za Filmweb.pl). I w sumie niewiele więcej można powiedzieć. To znaczy można, ale się nie powinno. Bo jak to w filmach mystery cała frajda w powolnym odkrywaniu tajemnicy. Mój wewnętrzny spoilerman nawet by może i zdradził o co chodzi, gdyby cała historia była średnia. Niestety się nie dowiecie o co tak naprawdę chodzi bo historia jest…..dobra. Ma dwa obowiązkowe składniki takiej (udanej) historii czyli: obowiązkowy i ciekawy twist oraz sposób prowadzenia akcji polegający na stopniowym (nie za szybko, ale i nie za wolno) odkrywaniu tajemnicy, w sposób budzący ciekawość, wciągający, mylący tropy, w którym wszystko na końcu wskakuje na swoje miejsce. Dodatkowo cała opowieść ma takie lubiane elementy dodające uroku całości jak upiorna tajemnica z przeszłości i nieoczywiste, niehollywódzkie zakończenie.

Co do klimatu to jest to, co fani horroru (a w szczególności takiego jak np Harry Angel) po prostu muszą lubić: Nowy Orlean, voodoo, rytuały, stare domy, tajemnice. Wciąga jak haitańskie bagna.

Oczywiście ktoś może napisać, że to nic nowego, że wszystko już widzieliśmy bo: Nowy Orlean, voodoo, rytuały, stare domy, tajemnice. Ale ja wciąż powtarzam, że to jest najlepsza cecha horroru- ostatnie “gatunkowe kino jest gatunkowe”. Przy okazji recenzji Krwawych Wzgórz popełniłem porównanie do spotkania z dawno niewidzianym przyjacielem (z siekierą) czy jakoś tak i chyba zgodzi się ze mną każdy hardcorowy fan horroru oglądający dziennie od dwóch filmów do 15 godzin (pozdro!), że najbardziej lubimy te horrory, które mają znane nam, niejako klasyczne  i sprawdzone elementy i za ich pomocą opowiadają odpowiednio świeżą historię.

Taki jest właśnie Klucz do koszmaru. Mimo, że niespecjalne odkrywczy to sposób realizacji, reżyseria, klimat, sceneria, budowanie napięcia, gra aktorska (osobne brawa) sprawiają, że historia wciąga, ogląda się ją z zaciekawieniem, a na koniec pozostaje się z poczuciem dobrze spędzonego czasu (w sensie rozrywki).

Fanom horrorów z klimatem, klasycznych, bez eksperymentów, zdecydowanie polecam.