Kiedy szukając pozycji do obejrzenia trafiłem na film pt. Hardware, który według opisu dystrybutora toczy się w posępnym świecie po zagładzie nuklearnej, a dodatkowo na liście “za udział wzięli” widnieli Lemmy i Iggy Pop wiedziałem , że muszę od razu zapoznać się z tym dziełem. Od razu też trafiłem na opinię, że film ten cieszy się statusem kultowego.

Miałem zatem dość duże oczekiwania. I nie zawiodłem się.

Jest to stara szkoła horroru (sci-fi horroru) w najlepszym znaczeniu tego określenia.
Fabułę w zasadzie można określić jednym – dwoma zdaniami, z resztą  większość opisów filmu tak czyni. Znaleziony na złomie android okazuje się być prototypem maszyny do zabijania i uruchomiony rozpoczyna realizację swojego zadania. Rozpoczyna się krwawy rampage.

Okazuje się, że do zrobienia dobrego horroru, wystarczy krótka, prosta historia. W zasadzie chyba nawet taka fabuła, którą da się zmieścić na tylnej części opakowania kasety VHS, jest najlepszym wyborem dla opowieści grozy, te prawdziwie straszne historie to w zasadzie jeden budzący strach wątek (“wskutek ułożenia kostki otwierają się bramy piekieł, bohaterka musi stawić czoło temu co przez nie przeszło”, “stworzony w wyniku okrutnego eksperymentu potwór mści się na swoim stwórcy”. Aby jednak przy takim założeniu wyszedł dobry film, trzeba umieć historię dobrze opowiedzieć.

Po obejrzeniu tego filmu przez chwilę zastanawiałem się, co sprawia, że dużo tych “staroszkolnych” horrorów właśnie dobrze opowiada określone historie. Mam taką refleksję, że jest to konsekwencja, w szczególności wizualna. Opiera się ona na tym, że twórca dokładnie wie, co chce opowiedzieć i jakie wrażenie wywołać i większość sił koncentruje na trzymaniu się tego planu. W tej refleksji utwierdziło mnie potem obejrzenie pouczającego filmu o tym jak wiele osób, jak długo i w jaki sposób pracowało np. przy jednej scenie w pierwszym Obcym (pierwsze pojawienie się chestbustera). Taki sposób postępowania pozwala uniknąć chaosu wrzucenia na raz motywów, które autor gdzieś kiedyś widział i każdy mu się podobał (zwykle robi się z tego groch z kapustą no chyba, że jesteś Quetninem Tarantino).

W tym filmie wszystko sprawia wrażenie ukierunkowania na wykreowanie nastroju postapokaliptycznego zagrożenia i grozy, której android na krwawym tournee jest w zasadzie pointą. Wszystko tu gra w tej orkiestrze: sceneria, sposób zachowania bohaterów, stroje, rekwizyty, muzyka, filtry, zdjęcia, motto rozpoczynające sam film, sam robot zaprojektowany bardzo pomysłowo (widać, że ktoś od razu wiedział jak to wszystko ma wyglądać) i krwawe sceny, których nie jest jakoś strasznie dużo, ale są zrobione bardzo starannie.

Ogląda się to z wielką przyjemnością jeśli oczywiście ktoś nie jest wyłącznie zwolennikiem piętrowych konstrukcji fabularnych lub tygla motywów i środków straszenia, który każdy koniecznie musi być z innej beczki.

A już wielbicielom klimatów typu: Mad Max, Fallout, Cyborg (ten z Van Damme) czy (trochę mniej ale zawsze) Klasa 1999 polecamy szczególnie. Wizualna uczta dla osób nastawionych na klimat.

http://horroryonline.pl/film/hardware-1990/972