Dużo osób będących wielbicielami gatunku found footage na różnych forach i gdzie bądź pyta, czy ktoś zna i może polecić coś podobnego do Grave Encounters. Pytanie słuszne bo Grave Encounters to taki wzorzec z Sevres dla foound footage, i o ile bardziej wymagającym fanom tej stylistyki poleciłbym bardziej poszukujące filmy (np Borderlands), to tym, którzy chcą zobaczyć przysłowiową “klasykę westernu” ff, możliwie podobną do Grave Encounters właśnie, bez wahania poleciłbym Entity, mimo, że momentami….przestaje korzystać ze środków tego gatunku i tej stylistyki (o czym za chwilę).

Entity opowiada o grupie filmowców, autorów programu o nawiedzonych miejscach i innych niewyjaśnionych zagadkach, która wybiera się na Syberię aby nakręcić program o pewnej niewyjaśnionej zbrodni, której efektem były 34 tajemnicze zgony. Ciała znaleziono w syberyjskim lesie. Oczywiście władze nigdy nic nie wyjaśniły. Nasi bohaterowie jednak mają w drużynie medium, więc jest szansa na wyjaśnienia niekonwencjonalne. Na początek, dzięki medium właśnie, odkrywają ukryty, opuszczony szpitalny kompleks.

Jak słowo się rzekło- film ma wiele podobieństw do Grave Encounters: gatunek, sposób opowiadania i straszenia, baaaaaaaaaaaaaaardzo podobne miejsce, grupę bohaterów o podobnej profesji i motywacji. Porównania są nieuniknione,  a są one różne od takich, że Entity to tańsza podróbka filmu, do którego jest porównywany, do takich, że jest to jednak dojrzalsza wersja. A jak jest? Po trochu to i to.

Może zacznę od wad. Rzeczywiście jest to raczej film niskobudżetowy, co trochę widać. Przede wszystkim jednak razić może pogubienie się reżyserskie w środkowej części filmu. Początkowo Entity jest kręcony standardowo w stylistyce found footage i taka też jest końcówka, środek zaś- nie wiedzieć czemu- operuje standardową formą narracji. Jest to zatem found footage, który na moment o tym zapomina. Po drugie, scenariusz niby jest z gatunku mystery- bohaterowie mają powoli odkrywać przerażająca tajemnicę kryjąca się za odnalezionym kompleksem i zagadkowymi zgonami. Ale nie- reżyser sam sobie wytrącą tą broń z ręki, za pomocą bohatera-medium, który co chwila spojluje tajemnicę (którą można by budować w sposób nastrojowy) przez doznawanie ex machina wizji ich głośne komentowanie : o, tu to się stało to i to. Trochę to szkodzi napięciu filmu. Na szczęście jednak dotyczy to też tylko krótkiej części środkowej.

Niemniej jednak można na to przymknąć oko, bo zalety sprawiają, że mimo wszystko film jest ciekawy. Główna to zasługa tego, że za tym, co bohaterowie badają, twórcy filmu serio próbowali postawić nieco głębsza historię (niezłą!). Co więcej, podeszli do tego prawidłowo rezygnując z nadmiaru akcji na rzecz klimatu i nastroju. Z wyjątkiem krótkich fragmentów w środku filmu, ten nastrój udało się zbudować, a  w drugiej połowie zakończonej bardzo dobrym, dwuznacznym finałem udało się nawet bardzo.

I mimo wszystko, zwłaszcza mimo pewnych błędów warsztatowych, takie coś bardziej mnie przekonuje niż czysto rozrywkowa akcja i straszenie dla straszenia, jak choćby właśnie w porównywanym Grave Encounters (no, nie zawsze, czasem mam ochotę  na niezobowiązującą rozrywkę). Tu tej akcji jest mniej, ale ewidentnie jest jakaś historia. Co sprawia, że na Entity patrzę okiem raczej przychylnym, mimo, że technicznie i narracyjnie (w kontekście umiejętności prowadzenia akcji, ale nie kryjącej się za nią historii) oraz w kwestii efektów jednak jest zrealizowany dużo mniej sprawnie niż Tropiciele Mogił. Ale historia opowiedziana w Entity jest ciekawsza (serio dobra), a finał filmu więcej niż dobry.