W sumie jakoś tam staramy się być na bieżąco z nowymi “hitami” mainstreamu (Obecność, Autopsja Jane Doe, Cure For Wellness, Uciekaj, ByeBye Man, Aplikacja, zaraz wlatuje Raw), a z powodu urodzin w jedynie słusznej dekadzie (so eighties!) jesteśmy naturalnie obcykani w horrorach, których najlepsze dni przypadły na lata naszej młodości (VHS, bitches!), ale jak wiadomo to dużo za mało aby kompetentnie prowadzić fajnego bloga o naszym ulubionym gatunku. Ponieważ staramy się czerpać wzory od najlepszych (pozdrowienia dla NTNW, horrorlandu i galerii horroru!) postanowiliśmy zacząć nadrabianie (na początek nieco nowszej) klasyki, co do której aż wstyd się przyznać, że dotąd nie znaliśmy.

Co zatem mogło pójść na pierwszy ogień (piekielny mwhahaha), jak nie jeden z najbardziej klasycznych,  o ile nie najbardziej klasyczny z horrorów (w rozumieniu przełomowego wpływu na to czym jest aktualnie współczesny, ukształtowany horrror jako gatunek)?
I jak napisać coś o filmie, o którym napisano już wszystko?

Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo kto nie wie o czym jest film i dlaczego jest powszechnie podziwiany (co powinni wiedzieć nawet ci co nie oglądali) to apage na grupę Fani Horroru głosować na Egzorcyzmy Emily Rose.

Pozwolę sobie jednak na luźną refleksję. W częstych i gęstych plebiscytach, zestawieniach i tego typu inicjatywach mających wyłonić najlepszy/najważniejszy/najstraszniejszy horror w historii/wszechczasów zasadniczo na pierwszym miejscu, podium (1-3) oraz powiedzmy pierwszej piątce zmieniają się przeważnie te same horrory. Według moich obserwacji to głównie Lśnienie, Teksaska Masakra Piłą Mechaniczną, Egzorcysta właśnie, Dziecko Rosmary, czasem Psychoza, czasem pierwszy Alien, czasem Szczęki, czasem Świt/Noc Żywych Trupów, raz na jakiś czas Suspiria.

Co sprawia, że filmowi można nadać znaczek jakości plasujacy go  w czołówce najważniejszych/najlepszych horrorów w historii? Ta kwestię można rozpatrywać na kilku płaszczyznach.

Po pierwsze film powinen być przełomowy i nowatorski, a przez to mający istotny wpływ na kolejne pokolenia twórców horroru. Oczywiście Egzorcysta ten warunek spełnia. W zasadzie tak jak Jackie Chan w pojedynkę stworzył współczesną szkołę i technikę kaskaderstwa filmowego, Egzorcysta w zasadzie już na stałe zdefiniował najbardziej “horrorowaty” gatunek horroru czyli Devil/Hell, czy po prostu filmy o opętaniach i to w aspekcie, że tak powiem materialnym, czyli treści opowiadanej historii (o czym za chwilę), jak i formalnym, czyli odnośnie zastosowanych środków (które mają rzesze naśladowców, ale do dziś nikt tych środków nie użył lepiej), po pojedyncze ikoniczne sceny, jak np. w zasadzie ciągle i wszędzie jednogłośnie wygrywającą w plebiscytach dotyczących takich scen, legendarną “spider’s walk” (a pamiętać należy, że w tym filmie scen o takiej sile wyrazu i wpływu jest co najmniej kilka). Egzorcysta zdefiniował nie tylko ten gatunek, ale w zasadzie współczesny horror w ogóle, w tym sensie, że pokazał jak wydobywać to, czego się boimy i jak to pokazać- a więc to co w horrorze najważniejsze. Wiele horrorów poszukiwało tego kluczowego aspektu z lepszym lub gorszym skutkiem, Egzorcysta zaś to znalazł. Teraz nam się wydaje to oczywiste, ale wcześniej ne było (o tym też za chwilę). Czasem jest jednak tak, że film jest w jakimś sensie przełomowy, ale z perspektywy czasu może się ze starzeć, można taki film oceniać jako ważny, ale już z nie tak dobry, to jednak nie dotyczy Egzorcysty, który zniósł próbę czasu więcej niż doskonale, bowiem tu dochodzimy do tego, że …..

….po drugie film powinien być bardzo dobrze zrobiony. Egzorcysta zaś jest zrobiony rewelacyjnie! Dotyczy to samych środów “technicznych” straszenia poczynając od wspomnianych ikonicznych scen, które są przemyślane, pomysłowe, a przed wszystkim użyte w odpowiedniej ilości i w odpowiednim miejscu. Nie ma ich przesytu, ale zawsze są kolejnym precyzyjnym ciosem podnoszącym o kolejne poziomy poprzeczkę grozy. Z tej lekcji właśnie bardzo wielu naśladowców nie odrobiło pracy domowej i epatują skopiowanymi z Egzorcysty pomysłami bez ładu i składu popadając w parodię, co jednoznacznie wskazuje, że naśladowcy ci, nie bardzo wiedzą, czemu te środki mają służyć, zaś…..

….Egzorcysta wie to doskonale. To, co w mojej ocenie, jest największą siłą tego obrazu, a co jednocześnie mieści się w zaletach w zakresie “świetnej realizacji” oraz w zaletach opisywanego przeze mnie pierwszego punktu “cechy ważnego horrroru”, o którym pisałem, że Egzorcysta wydobywa to czego się boimy i co najważniejsze w horrorze, to to, że film ten straszy przed wszystkim historią, która opowiada. Wyłącznie temu służą wszystkie stosowane przez reżysera  środki. Egzorcysta w sposób nie mający żadnych słabych punktów tworzy i opowiada historię opętania, poczynając od dziwnych zachowań bohaterki, przez próby leczenia psychiatrycznego, po podejrzenia opętania, w które nikt nie wierzy, nawet sami księża, którzy mają przeprowadzać egzorcyzmy, po sam rytuał, co do którego na każdym kroku jest podkreślane, że jest już niestosowany bo to zabobon (tak, tak, wskazują na to także sami księża) albo co najmniej jak bardzo to proces niespotykany , poważny i niebezpieczny (kluczowego egzorcystę, który przeprowadził słownie jeden proces, wielotygodniowy, który na dodatek omal go nie zabił, udaje się znaleźć gdzieś na końcu świata).

Jak bardzo to jest inne od wszystkich współczesnych filmów z tego gatunku! “Omg to jest na pewno opętanie, mamy tu super rabina albo parę autorów blogów o opętaniach, którzy mają pikające urządzenie i szast prast zakończą te głupie miny i lewitacje państwa córki! (a może to klimakterium)”.

Historia opętania w Egzorcyście omija te wszystkie durne pułapki. Wszystkie sceny i dialogi są rozpisane idealnie. Sam demon mówi i pokazuje nie za dużo, nie za mało, cały czas utrzymując w egzorcystach oraz widzu ogromną dozę niepewności, co do tego z czym mamy do czynienia. W tym tkwi prawdziwa groza! Jakże byłem zachwycony sceną, gdy np. diabeł zrobił jedynie trzask szufladą, wątpiący ksiądz na to” zrób to jeszcze raz”, a diabeł na to (tu spodziewałem się, że zrobi pokaz siły): “w swoim czasie”. Albo np. gdy opętana “mówi językami”, a potem okazuje się, że po angielsku tylko od tyłu. Przecież to wszystko są kapitalne pomysły! Pokazując, że rzeczywiście mamy do czynienia z “panem kłamstwa” a nie specjalistą od pojedynków na miny. Jak bardzo prawdziwa groza może wynikać ze świetnej historii pokazał choćby mój ulubiony Harrry Angel.

Co do aspektu idealnego wykonania to aktorstwo jest najwyższej, ale tak naprawdę najwyższej próby. Prawdziwy koncert popisowego aktorstwa dają tu wszyscy. A Linda Blair powinna dostać za rolę Oscara i wszystkie nagrody świata. Jej kreacja jest przerażająca, wiarygodna oraz co najmniej tak ikoniczna jak Freddy Krueger Roberta Englunda.

Trzecim aspektem, oprócz przełomowości oraz bezbłędnego wykonania, jest to, że Egzorcysta jest po prostu (nawet dziś!) przerażający. Ale o tym nie ma co pisać, to trzeba zobaczyć.

Podsumowując, film opowiada świetną, głęboką, przerażającą historię, robi to za pomocą idealnie rozpisanych, genialnie pomyślanych, ikonicznych scen, świetnego aktorstwa. Dzięki temu udało mu się uzyskać grozę niespotykaną często wcześniej ani późnej, przez co słusznie stał się obrazem przełomowym dla całego gatunku. Doskonale zniósł próbę czasu. Przez to, spośród filmów, które wymieniłem na początku, najbardziej chyba zasługuje na miano “najważniejszego horroru w historii” bowiem praktycznie każdy z kilku aspektów, które takim film powinien spełniać realizuje 10/10. Na pewno jest w tym lepszy niż takiego choćby Lśnienie, które jest zwykle stawiane wyżej bo OMG Stephen King oraz Jack Nicholson (który, jak zwykle, gra Jacka Nicholsona- czyli świra w różnych odmianach) i które jest filmem dobrym, nawet bardzo, ale wg mnie nie aż tak jak Egzorcysta. Inne z kolei filmy, które mają podobny impact jak Egzorcysta np. Teksaska Masakra Piłą Mechaniczną czy też np. Szczęki są “węższe gatunkowo”, a zatem brakuje im  nieco uniwersalizmu grozy obecnego w Egzorcyście.