Desperacja Stephena Kinga, to spośród pozycji mistrza, jeden z tych tytułów, który wywołuje tzw. “mieszane uczucia”. To znaczy wśród danego konkretnego odbiorcy, raczej jasno zdefiniowane,  z tym, że właśnie wśród fanów Kinga, tytuł ten wywołuje oceny zgoła rozbieżne. Jedyni odsądzają go od czci i wiary i czego tam jeszcze, oceniając, że jest to jedna z gorszych pozycji autora. Inni z kolei, chwalą za klimat, czasem nazywając nawet jedną z najlepszych książek Kinga.

Oczywiście jest też tak zwany prawdopośrodkizm, według którego jest to książka dająca się czytać bez bólu, momentami wciągająca, ale też taka, że jak sobie ją odpuścimy to niewiele stracimy. I ja, oceniając Desperację będę chyba musiał zrobić szpagat, że mnie rozerwie w przeciwnych kierunkach.

Fabuła jest prosta jak budowa maczety. Kilku obcych sobie osób podróżuje przez najmniej uczęszczaną drogą USA. Wpadają w łapy olbrzymiego policjanta, który na początku wydaje się jedynie ostatnim stróżem prawa na zachód od Pecos, potem okazuje się jednak, że jest czymś dużo więcej  przy okazji czymś dużo gorszym. Nasi bohaterowie muszą stawić czoła makabrze i pradawnemu złu i jak głosi propaganda wydawcy “poznają sens słowa Desperacja” (no, akurat, to jednak dość celne się okazało).

Na początku odnośnie Desperacji Kinga, miałem podobne wrażenie, jak odnośnie Paniki Mastertona (mutatis mutandis między Kingiem a Mastertonem XD). Zatem sprawiała ona wrażenie jakby w książce tej skumulowały się wszystkie klasyczne elementy Kinga, ale napisane w ten sposób jakby to zrobił mniej utalentowany fan- naśladowca lub sam autor, który jednak chciał popatrzeć na swoją twórczość nieco z boku. Wszystko tu jest kingowsko-klasyczne, a jednocześnie mocno przerysowane.
Małe, puste miasteczko? Check. Tak puste, że pozostał słownie jeden mieszkaniec, reszta skończyła gorzej niż w Hamlecie. Pradawne, nieznane zło czające się pod miasteczkiem? Check. Wykopane dosłownie spod Desperacji. Kingowsko-podręcznikowi bohaterowie? Check. Z uwzględnieniem, suprise, suprise, pisarza alkoholika.

O ile u Mastertona taki zabieg budził poczucie dystansu do twórczości własnej to w przypadku Kinga, może to niebezpiecznie kojarzyć się z brakiem pomysłów. Jest to jeden ze sposobów odbioru Desperacji. Mimo, że motywy wydają się jakby znajome, mało tu tego czego wszyscy po Kingu się spodziewają, nie ma wielkiego nastroju i tajemnicy, a zatem w momentach gdy nie ma też akcji książka może trochę ….przynudzać.

Początek jest bardzo obiecujący, gdy bohaterowie (jest ich wielu) zostają kolejno zatrzymywani przez Coliego Etragiana (tak nazywa się policjant będący wcieleniem zła), a zwykłem zatrzymanie nagle przemienia się w ciąg brutalnych, krwawych wydarzeń. W szczególności, gdy King powoli zaczyna odkrywać z czym przyjdzie się bohaterom książki mierzyć to te sceny robią mocne wrażenie. Na sam koniec Desperacji, gdy akcja mocno przyspiesza jest też bardzo nieźle. Przy czym jak to u Kinga, powieść to raczej tomiszcze, a w środku akcja wydaje się nieco gubić tempo, jest sporo wypełniaczy, co wielu może zniechęcić.

Niemniej jednak, choć Desperacja to nieco inny King, to, wbrew niektórym recenzjom, nie jest to King zły. Autor zastąpił tu swój typowy klimat tajemniczości, klimatem zupełnie innym, który nie wszystkim może przypaść do gustu, ale jak się zastanowić to jest on…hmmmm…bardzo mocny.

Jak ktoś kojarzy historię Katedry Notre Dame Victora Hugo (tak, tak, chodzi o Dzwonnika z Notre Dame), która została napisana pod wpływem znalezienia jednego słowa wyrytego na murze ΑΝАΓΚΗ” („Przeznaczenie”) to łatwiej mu będzie pojąć także moje skojarzenie, że chyba podobnie miał King chcą malowniczo zobrazować sens słowa Desperacja (przypomnijmy, że tak głosi notka odwydawnicza, że bohaterowie  “poznają sens słowa Desperacja”, a więc coś jest na rzeczy).

Wszystko w tej książce jest przytłaczające i obrazujące beznadzieję sytuacji. Bohaterowie odkrywają, że CAŁE miasteczko zostało wymordowane, trupy najczęściej wiszą na hakach, czasem leżą na ulicach,  sceny ich odnajdywania są naprawdę odrażające, naznaczone rozkładem, robakami, aż normalnie prawie da się czuć smród. Dokoła wszędzie tylko pustynia, ścierwniki (gatunek sępa), skorpiony, grzechotniki, zgnilizna, pot, krew, i znikąd ratunku. Styl Kinga jest w tej książce ciężki, ale oczywiście wygląda na to, że celowo, podnosi to jeszcze poczucie przytłoczenia sytuacją. Zło, z którym przyjdzie się bohaterom mierzyć zaś, w zasadzie dosłownie, rozpełza się, infekując coraz to nowe obszary i ludzi.

Nawet jak King nie jest typowym Kingiem, to cały czas potrafi pisać świetnie, i o ile oczywiście ten “obleśny” klimat, który autor obrał dla wypełnienia nim Desperacji może wielu odrzucać, to odmalowany został bardzo świadomie, bardzo obrazowo i plastycznie.

I służy on do wielu głębszych refleksji ukrytych pod tym całym brudem.Pewnie przesłanie Desperacji jest również jej mocną stroną. Jest też pewnym minusem, gdyż dla jego przedstawienia, oprócz wielu trafionych pomysłów i mądrych refleksji, King użył dodatkowo również jednego bardzo kontrowersyjnego, bo strasznie łopatologicznego chwytu. Nie zdradzę jakiego i choć momentami jest on przyczynkiem do wielu dojrzałych obserwacji, momentami jest też nieznośnie ….irytujący.

Ostatecznie Desperacja to dobra książka. Mimo kilku słabszych momentów i pomysłów to całość przedstawia bardzo sugestywny obraz odrażającej, obleśnej, przytłaczającej, przygniatającej, takiej bardzo fizycznej grozy, nietypowej dla Kinga (który raczej specjalizuje się w grozie psychologicznej) ale nadal na poziomie nie osiągalnym dla większości autorów. Choć oczywiście taki klimat to nic przyjemnego w odbiorze, ale czasem o to chodzi.