Gdy w jakiejś internetowej dyskusji jest okazja, żeby przywołać przykłady literackiej makabry i maksymalnej jazdy po bandzie, zawsze (like totalnie zawsze) jadę z czterema tymi samymi opcjami: wywracaniem na lewą stronę w którejś z części Manitou (Mastertona), zjadaniem siebie samego żywcem w Rytuale (Mastertona), pierwszym rozdziałem Czarnego Anioła (Mastertona) i wysysaniem wątroby przez słomkę (oczywiście Mastertona). Z pierwszymi trzema przykładami jestem mocno obeznany, gdyż książki, z których pochodzą czytałem co najmniej dwa razy (Rytuał nawet trzy), zaś przykład czwarty majaczy mi gdzieś tylko mgliście w mrokach pamięci. Bezsennych czytałem bardzo dawno i pamiętałem głównie to, że była to książka niezwykle brutalna, ale niewiele więcej. Za każdą moją wizytą w antykwariacie wypatrywałem tego dzieła i wreszcie znalazłem. Ucieszyłem się ogromnie i od razu zagłębiłem się w lekturze.

Bohaterem książki jest były inspektor ubezpieczeniowy, który zrezygnował z pracy, gdyż ostania sprawa, której się podjął wywołała u niego ogromną traumę. Sprawa była tajemnicza, brutalna, makabryczna i wprost nie do zniesienia dla każdego, kto ma choć odrobinę ludzkich odruchów. Michaela (naszego bohatera) doprowadziła wprost na skraj szaleństwa. I gdy próbuje on sobie poukładać życie na nowo, nagle wydarza się podobny wypadek, który zdaje się być powiązany z wspomnianą tragedią, wypadek, którego przyczyną może poznać tylko Michael. W toku śledztwa okazuje się, że za wspomnianymi wydarzeniami stoi tajemnicza, sięgająca czasów biblijnych organizacja, która posiada olbrzymie wpływy na całym świecie, i której okrucieństwo jest tak niewyobrażalne, że próżno szukać podobnych przykładów w całej historii ludzkości.  Okrucieństwo to, podobnie jak sama sekta, ma biblijne podłoże. I cel.

Po samym skrócie fabuły widać, że pomysł na nią jest kapitalny. Klimatyczny i działający na wyobraźnię. Graham Masterton słynie z sięgania w swoich fabułach do motywów zaczerpniętych z wszelkich wierzeń, religii i kultur oraz wzbogacania ich mistycznego charakteru o aspekty bardziej fizyczne i namacalne. I o ile w przypadku, dajmy na to, wierzeń indiańskich, dla przeciętnego zjadacza chleba może to być bajka o żelaznym wilku, o tyle sięganie do korzeni chrześcijaństwa i pokazywanie jego mrocznej strony ma niesamowitą siłę rażenia! Sam ten pomysł przykuwa do lektury i sprawia, że nie można się od niej oderwać. Wskazówki co, do charakteru tytułowej organizacji dawkowane są stopniowo, co jeszcze zwiększa przyjemność z czytania. A co do brutalności, która pamiętałem mgliście, i co do której mogło się okazać, że moje wspomnienia są przejaskrawione, to ta obawa okazała się płonna. I to jak! Już pierwsze kilka stron to festiwal tak obscenicznych mordów, że czytając czułem, że robię się blady. A dalej jest jeszcze lepiej (czyli gorzej).

Oprócz tego, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że w Bezsennych dzieje się więcej niż w standardowym Mastertonie. Więcej jest bohaterów, więcej wątków pobocznych, więcej akcji. Historie kilku postaci prowadzone są równolegle, przeplatają się, zazębiają, mają na siebie wpływ. Z jednej strony można się trochę pogubić, ale z drugiej na pewno, czyni to książkę jeszcze bardziej ciekawą. Nie ma przestojów, nie ma nudy, nie ma zamulania.

A co do minusów to są dwa. Pierwszym jest zakończenie. Jest trochę naciągane i dziwaczne a na dodatek przed samym finałem oczywiście pojawia się postać, która wszystko jednoznacznie, łopatologicznie wyjaśnia. Historia okazuje się wspaniale klimatyczna, epicka i makabryczna, ale jest podana zbyt łopatologicznie. Drugim minusem jest to, że miałem wrażenie, że książka jest… za krótka. Tak monumentalny i działający na wyobraźnię pomysł sekty biblijnych “cenobitów” (coś jest na rzeczy),  który jest przyprawiony tak sporą dawką akcji i obfitujący w wielu fajnych bohaterów, aż się prosił o coś większego. A tu mamy makabryczny początek, parę rozdziałów śledztwa i akcji bardziej w stylu filmu gangsterskiego niż klimatów biblijnych, potem szast prast wyjaśnienie i rozczarowujący finał. Trochę szkoda.

W podsumowaniu muszę powiedzieć, że Bezsenni to jednak bardzo dobra książka. Minusy, o których wspomniałem to trochę recenzenckie malkontenctwo i trochę wynikają z faktu, że plusy narobiły ogromne smaka. A same plusy są wielkie i bezdyskusyjne. Dużo dużo akcji, bardzo klimatyczny, epicki i działający na wyobraźnię motyw wyjściowy fabuły oraz chwile makabry, których jest, co prawda niewiele, ale są tak szalone i pojechane, że jeżą włosy na głowę. I nie jest to tylko szokowanie dla szokowania, wszystkie chore akcje mają uzasadnienie fabularne i są w zasadzie clou pomysłu stojącego u podstawy historii. No i można się doszukać podobnej, co w Hellraiserze poetyki bólu. A to już chyba najlepsza możliwa rekomendacja. A jak komuś nie wystarcza a czytał drugi tom komiksu Kaznodzieja to powiem tak- pancernik z Kaznodzei nie jest najbiedniejszym stworzeniem w historii literatury. Pewien kotek miał gorzej.

A Bezsenni to z pewnością must  read dla każdego fana grozy.