I znów się mi zrobiła gigantyczna kolejka horrorów do opisania (filmy, książki, komiksy). No to wybieram- Aplik@cję. A wybieram tak z kilku powodów: a) film jest nowy, więc na pewno często wyszukiwany w internecie, b) na stronie horroryonline.pl był ostatnio jednym z najczęściej oglądanych c) chcę mieć to już za sobą:P

Już sam tytuł, skrót fabuły czy okładka sugerują dwie cechy obrazu, z których jedna mnie przyciąga a druga odrzuca. Przyciąga mnie oczywiście wykorzystanie do straszenia nowych technologii, co moim zdaniem jest nie tylko słusznym kierunkiem w kinie grozy, ale może nieść ze sobą pewne przesłanie. Dodatkowo, większość filmów, które  oglądałem, wykorzystujących takie motywy, było co najmniej niezłych (The Den, Evidence) lub nawet bardzo dobrych (Pulse). To, co mnie natomiast odpycha, to poczucie, że Aplik@cja  będzie typową, ale taką maksymalnie typową amerykańską sztampą, złożoną z klisz i z oklepaną fabułą, sztampą, która aż prosiłaby się o parodię. W akapicie o wadach i zaletach Bedeviled odniosę do się tych moich odczuć… najpierw trochę o fabule.

Początek jest taki- w niewyjaśnionych okolicznościach ginie młoda dziewczyna. Parę dni po jej śmierci, kilkoro jej znajomych dostaje z telefonu zmarłej zaproszenie do pobrania pewnej tajemniczej aplikacji. Po części z ciekawości a po części z chęci wyjaśnienia przyczyn śmierci przyjaciółki, nastolatkowie oczywiście pobierają ową aplikację. Program okazuje się być “nawiedzony” przez demona, który  zna wszystkie myśli i lęki jego użytkowników. Zaczyna ich terroryzować i…. uwaga uwaga… mordować. Licealiści starają się go powstrzymać.

Jeśli, czytając opis fabuły, wyczuwacie jak ja, że to będzie sztampa, to nie macie racji. To nie jest sztampa. To jest kurde sztampa do potęgi bimbalion razy pierdyliard. Powtórzę to, co było napisane przy “Windmill massacre”- Kto jeszcze kręci takie filmy?! Ano tak, Amerykanie! Przy “Diabelskim młynie” można było to jeszcze tak tłumaczyć, że Holendrzy nie są za bardzo into horror i przespali ostatnie 10 lat, ale Jankesi to chyba lecą po linii najmniejszego oporu! Nie no, uniosłem się. Ale jak tu się nie unieść, kiedy za głównych bohaterów mamy młodą blondynkę, młodego Afroamerykanina (I am the talking black black guy hahaha), młodego Azjatę i młodą rudą. Seriously, ja wiem, że USA to zróżnicowany etnicznie naród, ale bez przesady. I wiecie kto przeżywa do końca? Zgadliście. A kto umiera ostatni? Brawo. Znowu celnie. A sam demon? Oczywiście wie wszystko o wszystkich. I straszy. Halucynacjami. Czekacie? Na coś więcej? To was rozczaruję, thats all folks (jak to mawia Porky). No ale przecież dla każdego coś miłego. Demon straszy opcjami typu- klaun, stara babcia, mroczna Azjatka, morderczy miś. Zaprawdę, żeby te wszystkie straszaki zmieścić sensownie w historii, to trzeba by być Neilem Gaimanem. Zerknijcie na nazwiska twórców. Jest pan Gaiman? No nie ma. Więc sorry potwory. To niewiarygodne, że ta fabuła ma aż dwóch scenarzystów. Chyba robili wszystko, tylko nie pisali, bo historia wygląda tak, jakby była popełniona przez licealistę w ramach zadania domowego (a teraz napisz Jasiu scenariusz do horroru). W sumie w czasach liceum znałem ziomków, którzy pisali lepsze rzeczy.

No a co dalej? Oczywiście jumpscary jumpscary wszędzie. I to w stylu kota ninja. Sam sposób, w jaki młodzieży udaje się pozbyć demona (sorry za spoiler, ale seriously, ktoś się spodziewałby innego obrotu sprawy?) jest, mówiąc delikatnie, naciągany.  Czułem, że moje przeczucie, co do wtórności fabuły się sprawdzi, ale żeby aż tak, to bym kurde nigdy nie pomyślał! A co do mojego drugiego przeczucia, tego odnośnie wątku straszenia nowymi technologiami, uzależnieniem od nich i tym, jak mogą one być zgubne dla ludzi, to wątek ten nie dość, że jest  tylko punktem wyjścia do festiwalu bezmyślnych jumpscarów i jest tylko na początku zarysowany (parę zdań, że dużo osób ściągnęło aplikację), to jest  po chwili po prostu porzucony. Bohaterowie wiedzą, że demon zagnieździł się w ich telefonach  i co robią? Beztrosko ich używają, bo przecież muszą się komunikować, żeby móc sobie w razie czegoś przyjść z pomocą! Niewiarygodne! Na obronę filmu powiem, że ma dwa plusy. Pierwszy to taki, że jest to film amerykański, więc formalnie poprawnie zrealizowany, bez dłużyzn i z odpowiednim tempem, zaś drugi to taki, że demon z aplikacji ma w sumie fajną osobowość. Taką trochę a’la Freddy Kruger (oryginalny). Zabójcze żarty się go trzymają i w sumie ma zadatki na niezłego antagonistę.

“Aplik@cję” mogę podsumować tylko w jeden sposób. Jest to porażający festiwal bezmyślnej wtórności z pisanym na kolanie scenariuszem. Punkt wyjścia fabuły,  który choć już nie całkiem oryginalny, to przecież wciąż w miarę nowy i dający olbrzymie możliwości, tutaj jest tylko pretekstem do wyciągnięcia hajsu od objadających się popcornem nastoletnich widzów. Historia jest obrażająco wtórna, a do tego miejscami głupia i nielogiczna. Oczywiście nie jest to najgorszy horror świata.  Realizatorsko i techniczne jest okej, ale to za mało, żeby cieszyć się seansem. Znajome a fajne klimaty można przecież znieść, ale na wielkich przedwiecznych!, nie w takich ilościach!

http://horroryonline.pl/film/aplikcja-bedeviled-2016/4582